To nie jest takie proste

11173679_1086458431368986_1402148005_nPrzeczytałam niedawno “Książkę o prawach zwierząt” i po raz kolejny frustruje mnie to, że historię praw zwierząt utożsamia się z historią rozwoju myśli abolicjonistycznej. Z wielebnym profesorem Francione na samym szczycie.

Zdaję sobie sprawę, że książka adresowana do młodych osób musi obfitować w uproszczenia, ale pewien poziom uproszczeń jest nieprawdziwy i nieuczciwy.

Gdyby jeden z pierwszych rozdziałów książki nosił tytuł “Historia myśli abolicjonistycznej”, albo chociaż wyraźnie zaznaczał, że mówimy jedynie o teorii, a nie o praktyce walki o prawa zwierząt, to nie widziałabym zbytniego problemu. Jeśli jednak zagadnienia omawiane w tym tekście wyraźnie wskazują na to, że mowa jest również o działaniu na rzecz zwierząt, to warto przedyskutować prawdziwość niektórych tez i stwierdzeń.

Nie podoba mi się to, że wszelkie typy kampanii są pokazane bardzo jednostronnie. Mam nawet poczucie, że sam pomysł relacjonowania ogółu działań organizacji prozwierzęcych przez osobę, która ma tak bardzo zdecydowane poglądy jest problematyczny. Ciężko bowiem uniknąć pewnego rodzaju manipulacji.

Czytając rozdział “Historia praw zwierząt”, możemy dojść do wniosku, że kampanie jednotematyczne to właściwie tylko szereg problemów. A co z ewidentnymi przykładami sukcesów? Co z dopisaniem, że kampanie mogą być tylko jednotematyczne, bo inaczej nie są w ogóle kampaniami? Dlaczego nie ma informacji na temat powodów dla których zdecydowana większość organizacji decyduje się właśnie na prowadzenie takich celowych i jednotematycznych kampanii?

Najbardziej uderzyła mnie jednak zawarta w tym tekście definicja welfaryzmu. Osoba popierająca ten nurt działań na rzecz zwierząt “będzie zastanawiała się, w jakiej klatce można zamknąć zwierzę na całe życie i w jakiej rzeźni je zabić”. Nie brzmi to jak wypowiedź, która opiera się na zapoznaniu z działalnością organizacji, które można zaliczyć do nurtu welfare. W związku z tym, że mam przyjemność współpracować z organizacjami, które można określić jako welfarystyczne, zdaję sobie sprawę z niestosowności takich porównań. Proponuję na przykład zajrzeć na podsumowanie 2014 roku zaprezentowane przez HSUS lub CIWF.

Oczywiście możemy zawsze rzucać przykładem Temple Grandin – ale czy uczciwym stawianiem sprawy jest opisywanie organizacji działających po tej samej stronie barykady przy pomocy straw man fallacy?

Wrócę jeszcze do Francione. Jest pewną normą w opisywaniu ruchu prozwierzęcego jako takiej piramidy z abolicjonizmem i Francione na szczycie. “Czystość” poglądów staje się ważniejsza niż faktyczny wpływ na rzeczywistość zwierząt.

Prawda jednak jest dużo bardziej skomplikowana. Organizacje związane z amerykańskimi hodowcami przemysłowymi publikują coroczny raport na temat działalności organizacji prozwierzęcych. Przy okazji tworzą też mapę powiązań między nimi. Mapa ta daleka jest od piramidy w stylu welfare < new welfare < abolicjonizm i wygląda tak:

Activist Map- FINAL-page-001(1)

Wiem, że aktywiści mogą mieć różne przekonania na temat tego co działa a co nie działa w ruchu prozwierzęcym, ale ta mapa pokazuje wyraźnie kogo boją się hodowcy zwierząt. Nie znajdziecie tutaj Francione i The Abolitionist Approach, bo z punktu widzenia przemysłu i zagrażania ich interesom, ten nurt nie liczy się wcale. Nie jest to powód, żeby go skreślać z wykładów na temat teorii praw zwierząt, ale warto do reprezentowanych przez niego poglądów podchodzić z odpowiednim dystansem. Należy również pamiętać, że Francione nie popiera żadnej organizacji prozwierzęcej, a zdarza mu się nawet mówić o tym, że żeby dobrze działać na rzecz zwierząt wystarczy rozpowszechniać na Facebooku jego wypowiedzi i “plakaty”. Trudno dziwić się, że przemysł wykorzystujący zwierzęta się tego nie boi.

Mapa ta pokazuje również, jak poszczególne osoby i organizacje przenikają się między sobą. Być może warto inwestować w budowanie takiej sieci powiązań i współpracy, zamiast opisywać inne organizacje działające na rzecz zwierząt jako dywagujące o tym “w jakiej klatce można zamknąć zwierzę na całe życie i w jakiej rzeźni je zabić”, co dość wyraźnie czyni z nich część problemu, a nie rozwiązania.

Organizacje prowadzące kampanie celowe, propagujące dietę wegańską, wprowadzające przepisy zwiększające dobrostan zwierząt mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. Reprezentują zaledwie garstkę osób, które w ogóle traktują temat zwierząt i ich cierpienia jako sprawę ważną i wartą pracy oraz zachodu. Warto dostrzegać w nich sprzymierzeńców i doceniać rolę jaką odgrywają w tworzeniu lepszego świata dla zwierząt. 

Pełny raport Animal Ag Alliance.

Advertisements

One thought on “To nie jest takie proste

  1. ” Mam nawet poczucie, że sam pomysł relacjonowania ogółu działań organizacji prozwierzęcych przez osobę, która ma tak bardzo zdecydowane poglądy jest problematyczny. Ciężko bowiem uniknąć pewnego rodzaju manipulacji.”
    Myślę, że zdecydowane poglądy nie wykluczają obiektywizmu – w przeciwnym razie wszystkich aktywistów prozwierzęcych można by posądzić o tendencyjne prezentowanie faktów dotyczących eksploatacji zwierząt, a wobec takiego oskarżenia chyba obie głośno byśmy protestowały -_^ Trzeba tylko, jak mawiał mój najlepszy promotor, “być obiektywnym w swoim subiektywizmie”.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s