Dlaczego ruch praw zwierząt potrzebuje feminizmu?

Wegańskie uściski na Kongresie Kobiet

To tekst, który przygotowałam na panel w Centrum Zielonym na VII Kongresie Kobiet. Gdybym mówiła w sposób bardziej uporządkowany, to tak właśnie by to zabrzmiało.


Jestem przedstawicielką ruchu działającego na rzecz praw zwierząt. Ten ruch utożsamia się z ruchem ekologicznym, ale jest to bardzo duże uproszczenie. Ruch prozwierzęcy nie zgadza się na traktowanie zwierząt jako surowca, którym możemy gospodarować w bardziej lub mniej odpowiedzialny sposób. Istnieje konsensus naukowy dotyczący tego, że zwierzęta są istotami świadomymi, a poziom ich świadomości nie różni się znacząco od ludzkiej. Są istotami, którym nie jest bez różnicy co się z nimi dzieje, które nawiązują skomplikowane relacje, mają swoje preferencje i chcą decydować o swoim życiu. Dostrzegając wartość jednostek, ruch prozwierzęcy sytuuje się raczej w tradycji ruchów walczących o sprawiedliwość społeczną, niż w tradycji konserwacji przyrody.

Naszym zdaniem życie zwierząt ma wartość samą w sobie, niezależnie od tego, czy są to zwierzęta będące pod ochroną. Ilość jednostek nie ma tu znaczenia. Uznajemy, że ich ciała należą do nich i my nie mamy prawa decydować co się z tymi ciałami dzieje. Nie mamy też prawa zawłaszczać ich sił reprodukcyjnych dla naszych celów, jak dzieje się to przy produkcji mleka lub jajek, lub rozmnażania zwierząt na potrzeby dalszego chowu. Biorąc pod uwagę skalę problemu – ilość zwierząt zabijanych każdego roku – jedzenie mięsa jest największym problemem przemocy i okrucieństwa z jakim mamy współcześnie do czynienia.

Naszym celem jest podważanie hierarchii, której częścią jest również dyskryminacja kobiet. Kobiety są może drugą płcią, ale najniżej w naszej hierarchii są właśnie zwierzęta. Jedzenie mięsa jest tak samo normalne i naturalne i niewidzialne jak heteroseksizm. U podstaw jedzenia mięsa stoi opresyjna ideologia, która pozwala nam zapomnieć o tym, że istnieją jednostki. To ten sam sposób myślenia, który robi z ludzi anonimowych uchodźców i pozwala, żeby problemy indywidualnych kobiet zniknęły z debaty o prawie do aborcji.

Zależało mi na tym, żeby pojawić się na Kongresie Kobiet, ponieważ ruch feministyczny był pierwszym ruchem społecznym z którym się związałam. Ponadto, im dłużej działam na rzecz zwierząt tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że pewnych spraw dotyczących zwierząt nie uda nam się rozwiązać bez rozwiązania pewnych problemów związanych ze stereotypami płciowymi, oraz pozycją kobiet w społeczeństwie.

Podstawową sprawą jest temat jedzenia mięsa, szczególnie jeśli wiemy o tym, że prawie każde zwierzę zabijane w Polsce jest zabijane właśnie dla mięsa. Ciężko jest dyskutować o mięsie i etyce nie podejmując jednocześnie dyskusji nad rezygnacją lub ograniczeniem jego spożywania. Tutaj natykamy się jednak na barierę związaną ze stereotypami płciowymi. O ile kobieta ograniczająca jedzenie, odmawiająca zjadania kotleta, mieści się w normie, o tyle dla mężczyzn jest to już sprawa bardziej skomplikowana. Mężczyzna, który nie je mięsa jest postrzegany jako zniewieściały. Stereotypowe postrzeganie męskości jest tym samym istotną barierą w zmianie diety przez połowę społeczeństwa i tutaj nasza nadzieja w sukcesach ruchu feministycznego w obalaniu tych stereotypów.

Kiedy byłam związana z ruchem feministycznym wyrobiłam sobie nawyk liczenia kobiet. I jak to wygląda od strony liczbowej? Ruch prozwierzęcy jest prawie tak samo sfeminizowany jak ruch feministyczny. Niezależnie od kraju, składa się on w 80% z kobiet. A jak wiemy na przykładzie pielęgniarek czy przedszkolanek, każda grupa, która jest sfeminizowana, przestaje się liczyć, nie jest poważnym partnerem do dyskusji. Jeśli postulaty kobiet nie będą traktowane jak poważne postulaty polityczne, to postulaty sfeminizowanego ruchu prozwierzęcego nie będą również traktowane poważnie.

Zaobserwowałam również, że o ile w ruchu działającym na rzecz zwierząt mamy do czynienia z 80% kobiet, to sprawy mają się zupełnie inaczej kiedy przyglądamy się liderom, prezesom, czy rzecznikom, i nieprzypadkowo używam tutaj męskiej formy. Obserwuję ten problem od wielu lat, liczę osoby występujące na konferencjach i wypowiadające się w imieniu swoich organizacji. To zjawisko obserwuję zarówno w Polsce jak i za granicą (aczkolwiek czasami mam wrażenie, że w Polsce proporcje mamy bardziej wyrównane niż w zachodnioeuropejskiej czy amerykańskiej części ruchu). Dysproporcja płciowa w ruchu działającym na rzecz zwierząt jest tak duża, że nawet połowa władzy jest postulatem dyskryminującym kobiety.

Dlaczego miałoby to mieć znaczenie w sytuacji kiedy mówimy o organizacjach społecznych, często nie zatrudniających nikogo i opierających się na wolontariacie? Jeśli funkcjonują mechanizmy, które sprawiają, że kobiety są mniej skłonne do zajmowania stanowisk liderskich, to znaczy, że sami podcinamy skrzydła sprawie, o którą walczymy. Pula kobiecych talentów jest dużo większa, ale wybieramy spośród stosunkowo niedużej puli talentów męskich, które mamy do dyspozycji.

Mam czasami poczucie, że kobiety które zdobywają wyższe pozycje w swoich organizacjach są zaszczuwane. Wiem, że to nie jest problem dotykający tylko polskiego ruchu, bo mam też koleżanki, które są prezeskami organizacji w innych krajach i wiem, że stykają się z bardzo podobnymi problemami. Warto pamiętać, że przeprowadzano eksperymenty, które wykazały, że o ile kobiety na stanowiskach przywódczych są bardzo często uważane za bardzo kompetentne, to po prostu nie są lubiane.

Oprócz wielu obciążeń wiążących się z odpowiedzialnością za prowadzoną organizację, kobiety muszą więc dodatkowo zmagać się z bagażem bycia suką. Jest to bagaż, który towarzyszy każdej kobiecie, która wychodzi przed szereg – zarówno przed szereg kolegów, jak i koleżanek.

Gdyby ruch feministyczny nie dał mi umiejętności rozumienia jak działają takie schematy to nie poradziłabym sobie z prowadzeniem organizacji. Feminizm dał mi niezbędne narzędzia i ja tymi narzędziami mogę teraz dzielić się również z kobietami z innych organizacji, z którymi współpracuję.

Advertisements

Koda – Carol J. Adams, “Neither Man Nor Beast: Feminism and the Defense of Animals”

Untitled design (2)

(tłumaczenie z Neither Man Nor Beast: Feminism and the Defense of Animals)

Dzień po Marszu dla Zwierząt w 1990 roku w Waszyngtonie, w Washington Post pojawił się opisujący go artykuł. Opisano w nim sam marsz i zacytowano obrońcę zwierząt, który stwierdził – „nie jesteśmy już ruchem małych staruszek w tenisówkach”.

Chciałabym żyć na tyle długo, aby zostać zakwalifikowana jako mała staruszka. Gdyż w przeciwieństwie do osoby, która o tym mówiła, jest to kategoria do której aspiruję.

W końcu wynika z tego, że „zanim reszta z nas odkryła jak ważne są kwestie dotyczące opresji zwierząt, zrobiły to starsze panie”. Być może kiedy zaczynały agitować na rzecz zwierząt nie były jeszcze małymi staruszkami. Ale ludzie nie chcieli spojrzeć w oczy prawdzie o tym, co robimy zwierzętom i w międzyczasie zdążyły się zestarzeć.

Wiemy, że antywiwisekcyjny ruch w Wielkiej Brytanii w 19 wieku upadłby bez kobiet. Wiemy, że w chwili obecnej około 75% ruchu na rzecz praw zwierząt stanowią kobiety.

A oto, co wiem na temat małych staruszek:

Kiedy kobiety starzeją się, stają się z reguły bardziej radykalne. Kiedy mężczyźni się starzeją, mają tendencję do popadania w większy konserwatyzm.

Dr. Gideon Seaman i Barbara Seaman twierdzą, że kobiety z wiekiem zaczynają odstawiać mięso. Nauczyły się słuchać swojego ciała. Słuchanie swojego ciała jest czymś, co nasza kultura stara się zwalczać. W pewnym sensie posługujemy się etyką odcieleśnionej dominacji: etyką, która nie bierze pod uwagę wpływu na nasze ciała i konsumpcję zwierząt z ciała ziemi, etykę, która lekceważy zwierzęta i ich ciała.

Inne kultury wykazują szacunek wobec starszych pokoleń, szczególnie wobec kobiet: ceni się ich mądrość. Kultura zachodnia rzuca w stronę starych kobiet wiele epitetów, nazywa je staruchami, „paskudnymi wiedźmami”, czy „jędzami”. (…) Zaledwie kilkaset lat temu, w czasie olbrzymiej antykobiecej kampanii, setki tysięcy kobiet oskarżono o czary: wiele z nich było małymi staruszkami lub samotnymi kobietami zajmującymi się leczeniem przy pomocy ziół lub będących akuszerkami. Wiele z nich oskarżono o trzymanie chowańca – oswojonego zwierzęcia, które miało być jakoby równie zaczarowane. Keith Thomas opisywał je w ten sposób:

Ale czy te zwierzęta domowe lub nieproszeni towarzysze postrzegani byli jako posiadający magiczne zdolności to już inna sprawa. Stworzenia te mogły być jedynymi przyjaciółmi samotnej starej kobiety, a imiona, które im nadawano sugerują bliską relację(…)

Kiedy muchom i myszom nadaje się osobowość – daje się im imiona, postrzega w sposób indywidualny, nawiązuje się z nimi kontakt – powstaje grunt pod etykę, która przełamać może ich opresję.

Cierpienie zwierząt jest szczególnie niewidoczne dla przeciętnego konsumenta. Działy sklepów sprzedające mięso nigdy nie pokazują filmów o zwierzętach zarzynanych lub uwięzionych na farmach, a na produktach AGD nie znajdziesz zdjęć eksperymentów na zwierzętach, które stanowiły część ich testowania. To, co ludzie uważają za pewne w swoim życiu, wymaga niewidzialności zwierząt i opresji, której doświadczają. Wyzwanie, któremu stawiamy czoła to sprawić, aby to co niewidzialne – i co ludzie aktywnie pragną pozostawić niewidzialnym – stało się bardzo widoczne. Kiedy zwracamy uwagę na eksperymenty na zwierzętach, demaskujemy tradycyjne etyczne, moralne i religijne dyskusje, które ignorowały zwierzęta.

Zajmowanie się sprawami zwierząt jest postrzegane tradycyjnie jako coś osobistego i emocjonalnego – coś utożsamianego z małymi staruszkami. Które, pamiętajmy, jak wszystkie kobiety, nie mogą wnieść nic do dyskusji na temat tego co etyczne, moralne, czy religijne. Przypomnijmy, co powiedział Spinoza: „Sprzeciw wobec zabijania zwierząt ‚oparty był na zabobonach i kobiecej czułości, a nie na zdrowym rozsądku’”. Drzemiąca we mnie złośliwa i przewrotna starucha pyta kto zdecydował, czym jest „zdrowy rozsądek”? Dlaczego czułość postrzegana jest jako cecha negatywna, tożsama ze zniewieściałością? Obrońcy zwierząt obalają dominujące przekonania, a to z konieczności, będzie wiązało się z podejściem feministycznym, które uznaje, że te nielegalne emocje są trafne.

(…)

Co dzieje się, gdy grupa, które sama ma być niewidzialne próbuje uwidocznić problematykę związaną ze zwierzętami? Co dzieje się, gdy małe staruszki chcą stworzyć dla zwierząt miejsce w naszej świadomości, gdy mówią o krwawiących ciałach zwierząt? Seksizm sprawi, że kultura dominująca oceni je negatywnie. Ale wiele z nas pójdzie ich śladem, mając oczywiście na nogach nieskórzane tenisówki.

bell hooks przekonuje, że teoria feministyczna musi być adresowana zarówno do marginesu jak i do centrum. Teorii, która wywodzi się jedynie z centrum – z pozycji przywileju – „brak jest pełni, brak szerokiej analizy, która objęłaby różnorodność ludzkich doświadczeń”. Teoria pochodząca od tych, którzy są na marginesie – osób opresjonowanych – ma z natury charakter opozycyjny: patrzy zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz, skupia „uwagę zarówno na centrum, jak i na marginesie”. Metafora hooks od marginesu do centrum odbijała się echem wśród feministek odkąd pojawiła się w 1984 roku.

Zwierzęta znajdują się zarówno na marginesie jak i w centrum dominującej kultury, ale ich miejsce nie jest odbiciem ich statusu jako niezależnych istot, raczej wyrażeniem statusu ludzi, z którymi dane zwierzę żyje. Pamiętam co czułam czytając biografię Fannie Lou Hamer, która pisała, że pies należący do białych farmerów, u których pracowała, miał swoją własną wewnętrzną toaletę, podczas gdy mały domek, w którym mieszkała Hamer czynnej toalety nie miał wcale. Ale podobnie jak futro często obwieszcza zamożność męża kobiety, ubikacja psa daje informację o białej rodzinie korzystającej ze statusu, którym obdarowana jest biała elita.

Choć zwierzęta można znaleźć zarówno na marginesie jak i w centrum, zadanie teorii feministycznej w odpowiedzi na ich opresję jest inne od zadań związanych z pracą na rzecz unicestwienia ludzkiej opresji. Podczas gdy opresjonowani ludzie żyją na marginesie i poruszają się w kierunku centrum w charakterze służących, a nie w pozycji władzy lub po to, aby tam zamieszkać, zwierzęta są wszędzie, ale nigdzie nie są w pełni wolne. Są wszędzie, ale w niewidoczny sposób – jako przedmioty. Na przykład oprócz odzieży wielu ludzi, ciała martwych zwierząt znajdują się w kliszach fotograficznych, żelkach, gumowych oponach, farbach, rakietach tenisowych, nie metalowych pilnikach do paznokci, odmrażaczu do szyb i niezliczonej liczbie innych produktów.

Idąc dalej tropem metafory marginesu, możemy stwierdzić, że opresjonowani ludzie są na marginesach stron naszej kultury, a martwe zwierzęta są stronami, na których ta antropocentryczna kultura zapisała swoje samousprawiedliwienia. W sposób metaforyczny, definiujemy siebie w opozycji do tego, jak postrzegamy zwierzęta. Dosłownie rzecz biorąc, ciała zwierząt są surowym materiałem transformacji papirusu w książkę, materiału bardziej przejściowego w ten trwalszy. Zwoje znad Morza Martwego zrobione są ze skóry. Pergamin, uzyskiwany ze skóry różnorakich zwierząt (najczęściej bydła, owiec, kóz) to uszlachetniona wersja zwojów skórzanych. Rozwój tego nowego materiału (a także welinu, który jest pergaminem wyższej jakości, wytwarzanym ze skóry cieląt), zrewolucjonizował formę książki. Zwoje z papirusu zastąpione zostały przez pergaminowe manuskrypty (współczesną formę książki), które składały się z połączonych razem płatów.

Naszym zadaniem jest wydobyć zwierzęta ze stron, na których zapisujemy swoje antropocentryczne idee na ich temat. Szczerze mówiąc, miło byłoby nie być staruszką pracującą na rzecz poprawy losu zwierząt. Miło byłoby, gdyby zadanie wydobycia zwierząt ze stron naszej antropocentrycznej kultury już się do tego momentu dokonało. To właśnie wyzwanie, które małe staruszki stawiają naszej własnej kulturze.

Social media na roślinach

c3xXj9eBkz0

Ten tydzień w wegańskich mediach społecznościowych został zdominowany przez informację, że Fitnesska na roślinach nie jest już 100% na roślinach, ale również na zwierzętach, które są karmione roślinami (grass-fed).

Oto kilka niepowiązanych ze sobą myśli, które nasunęły mi się w związku z tą sytuacją.

Czy możemy oceniać wybory żywieniowe osób, które są chore? Moim zdaniem – nie. Nie umiałabym spojrzeć w oczy komuś, kto cierpi na schorzenie, którego ja nie doświadczam i powiedzieć, że ma zacisnąć zęby i iść do przodu. Taka postawa wydaje mi się bardzo arogancka. Co więcej – nie uważam, żeby stosowne było nawet oczekiwanie od innych osób, że skoro ja daję radę to ktoś inny też może. Nasze możliwości radzenia sobie z przeciwnościami są różne, nawet jeśli przeciwność jest taka sama. Możemy cierpieć na dokładnie tę samą przypadłość, ale różnić się cechami charakteru, dochodami, miejscem zamieszkania i dziesiątkami innych rzeczy, które mają duży wpływ na to jak łatwo lub trudno pewne rzeczy będą nam przychodzić.

Nie da się przekonać drugiej osoby do zmiany diety. Nie ma uniwersalnych argumentów, a próba wywierania nacisku wywołuje opór i skutek jest zupełnie odmienny od oczekiwanego.

Większość osób wróci do jedzenia mięsa. Statystyki na obecną chwilę są nieubłagane – mniej więcej 75% osób, które przeszło na dietę wegetariańską wróci już w ciągu pierwszych kilku lat to jedzenia mięsa. Niektórzy twierdzą, że etyczne powody zmiany diety zabezpieczają przed taką zmianą, ale w tej kwestii badania nie są jednoznaczne. Wiele wskazuje na to, że zarówno osoby, które przeszły na wegetarianizm z powodów zdrowotnych, jak i z powodów etycznych, mają mniej więcej taką samą szansę na utrzymanie swojej diety. Zamiast frustrować się tym, że kolejna osoba zaczyna jeść mięso, zacznijmy działać na rzecz tworzenia świata, w którym łatwiej będzie nie jeść mięsa.

Wegetarianie stanowią silną grupę w mediach społecznościowych. Jest to siła, która działa jak sprawna dźwignia dla osób i firm, które chcą działać w zgodzie z wartościami wyrażanymi przez tę grupę. Wegetarianie są zainteresowani nowymi markami wegetariańskimi, przekazują sobie o nich informacje i wspierają firmy dlatego (i często tylko dlatego), że te firmy są wegetariańskie. Dopóki konkursy na najlepsze knajpy i blogi będą rozstrzygane przez głosy użytkowników, to weganie i wegetarianie zawsze będą na podium.

Jeśli jednak jakiejś marce zacznie się nagle wydawać, że ludzie lubią ją przede wszystkim za (samodzielnie postrzeganą) jakość czy inne cechy i zrezygnuje z wegetariańskiej dźwigni, może bardzo łatwo przekonać się, że środowisko, które wcześniej ją wychwalało, stanie się jej największym wrogiem. Wniosek? Oparcie się na wegetariańskich wartościach może być kluczem do Twojego sukcesu, ale jeśli zdecydujesz się z niego skorzystać, to nie ma już odwrotu. Jak dla mnie to dalej całkiem dobry układ.

Ludzie mają prawo domagać się informacji od osób, które wypowiadają się z pozycji autorytetu. Szczególnie na tematy, w których dana osoba jest (?) autorytetem. Jeśli Fitnesska podpisuje się jako dietetyczka i w ten sposób przyciąga osoby, które obserwują i promują jej profil (bo nie jest to tylko bierne obserwowanie, prowadząc działania w social media nastawiamy się na rozpowszechnianie informacji przez użytkowników, zaangażowanie, itp.), to sensowna, merytoryczna i naukowa informacja na temat drastycznej zmiany diety mieści się moim zdaniem w minimum uczciwości i przyzwoitości wobec osób, które ją wypromowały.

W obecnych czasach kiedy coraz częściej jesteśmy firmami jednoosobowymi, ciężko jest oddzielać pracę od życia prywatnego. Rozumiem, że dietetyczka eksperymentująca na sobie i opisująca efekty tych eksperymentów ma poczucie, że pytania osób obserwujących jej profil odnoszą się do jej spraw prywatnych, a nie zawodowych. Mam jednak poczucie, że w tej sytuacji jest to jednak indywidualna decyzja osoby kreującej markę i uprawiającej dany zawód. Można prowadzić ciekawy profil dietetyczny czy trenerski pisząc o swoich podopiecznych (np. zmieniając istotne dane osobowe). Wówczas ludzie będą zadawać pytania o konkretne przypadki, a nie o prywatne doświadczenia.

Ludzie pytają, bo obserwują profil właśnie po to, żeby móc pytać. Social media są po to, żeby komunikacja działała w dwie strony. To nie jest sytuacja w której jedna osoba ma mikrofon i może słyszeć tylko kiedy inni klaszczą.

Używaj mediów z głową. Zdaję sobie sprawę, że uwagi na tematy prywatne nie są przyjemne. Sama staram się tego nie robić i dziwię się osobom, które czują, że każda ich myśl na temat wyglądu czy decyzji innych osób musi być wypowiedziana, i to publicznie (w internecie, na ścianie). Nie chciałabym też, żeby to zabrzmiało w stylu każdy “sam się o to prosi”. Mam jednak poczucie, że sporo osób pisze raz za razem w mediach społecznościowych o rzeczach tak bardzo prywatnych, że wydają się wysyłać zaproszenie do naruszania granic swojej prywatności. Dystans między sobą i czytelnikami wyznacza głównie osoba pisząca bloga lub prowadząca profil na mediach społecznościowych.

Media społecznościowe to rozmowa, która nie zawsze będzie toczyła się po myśli osoby, która akurat podrzuciła dany temat. Jeśli zaczynamy rozmowy z grupą nieznajomych osób na tematy intymne, to musimy mieć pewną odporność, żeby zmierzyć się z ich reakcjami. Zawsze istnieje też alternatywa pisania o swoich pasjach i zainteresowaniach w sposób bardziej bezosobowy.

Stańmy po stronie nauki. Zawsze. Tutaj muszę przyznać, że sama się nie popisałam, bo wedle mojej nieprofesjonalnej (:p) oceny, na profilu Fitnesski zawsze było trochę wpisów, które zahaczały o jakieś światy alternatywne. Skoro jednak nie widziałam żadnych zdecydowanych wpisów, w których opowiedziałaby się po stronie zabobonów, to uznałam, że nie będę wnikać. Teraz, kiedy Fitnesska zaczęła jeść mięso, jej pogarda dla medycyny opartej na badaniach dała o sobie znać bardzo dobitnie.

Myślę, że jako środowisko powinniśmy zacząć dużo wcześniej i dużo bardziej zdecydowanie występować przeciwko osobom, które z pozycji autorytetów (lekarz, dietetyk, itp.) mówią rzeczy, które przeczą wiedzy naukowej. Jeśli ktoś będzie namawiał do bezsensownych diet czy sposobów leczenia, albo będzie odradzał szczepienia, które mogą uratować życie, to powinniśmy zadbać, żeby takie osoby trzymały się jak najdalej od naszego środowiska i żeby nie były w stanie wypowiadać się w jego imieniu w pozycji autorytetu. Na przyzwalaniu na opowiadanie bajek z serii medycyna alternatywna daleko na zajedziemy.

Weganizm a zwierzęta

3ad3b8ee9ed860744d939b309bff9db8

Tłumaczenie tekstu Matta Balla: http://whyveganoutreach.blogspot.com/2012/09/veganism-vs-animals.html

Interesuje mnie tylko to, co w największym stopniu pomoże zwierzętom/ zapobieże największej ilości cierpienia. Kropka. Debaty między weganami na temat tego jaka dieta jest dla nich optymalna mogą się odbywać, ale są – w najlepszym przypadku – nieistotne dla zwierząt.

Rzecz w tym, że ogromna, ogromna, ogromna większość ludzi nie dokonuje wyborów żywieniowych w oparciu o to, co jest dla nich optymalnie odżywcze. Jedzą to, co im się podoba, co jest znane i wygodne, i to, co zjadają ich znajomi. I to się nie zmieni – taka jest ludzka natura. Zamiast narzekać na ludzką naturę, skupiam się na pomaganiu zwierzętom w taki sposób, żeby mój wpływ był możliwie największy – odwołuję się więc do kolejnego aspektu ludzkiej natury: odrazy wobec okrucieństwa wobec zwierząt.

Biorąc pod uwagę naturę człowieka, naleganie, że surowa, niskotłuszczowa bądź nieprzetworzona żywność, itp. jest „najzdrowsza” lub „idealna” czynnie szkodzi zwierzętom – sprawia, że olbrzymia większość ludzi nigdy nie weźmie nawet pod uwagę podjęcia kroków, które mogą pomóc zwierzętom (a poza tym wzmacnia przekonanie, że powinniśmy robić tylko to, co jest w naszym własnym interesie).

Rozumiem potrzebę optymalizowania własnej diety i rozumiem potrzebę wiary we wszystko co wydaje nam się przedstawiać weganizm w dobrym świetle i głoszenia tego wszem i wobec.

Ale jeśli chcemy robić co w naszej mocy, żeby pomóc zwierzętom, musimy zrozumieć ludzi i wychodzić do nich tam gdzie są, a nie krzyczeć do nich z miejsca, w którym chcemy, żeby byli.

To nie jest takie proste

11173679_1086458431368986_1402148005_nPrzeczytałam niedawno “Książkę o prawach zwierząt” i po raz kolejny frustruje mnie to, że historię praw zwierząt utożsamia się z historią rozwoju myśli abolicjonistycznej. Z wielebnym profesorem Francione na samym szczycie.

Zdaję sobie sprawę, że książka adresowana do młodych osób musi obfitować w uproszczenia, ale pewien poziom uproszczeń jest nieprawdziwy i nieuczciwy.

Gdyby jeden z pierwszych rozdziałów książki nosił tytuł “Historia myśli abolicjonistycznej”, albo chociaż wyraźnie zaznaczał, że mówimy jedynie o teorii, a nie o praktyce walki o prawa zwierząt, to nie widziałabym zbytniego problemu. Jeśli jednak zagadnienia omawiane w tym tekście wyraźnie wskazują na to, że mowa jest również o działaniu na rzecz zwierząt, to warto przedyskutować prawdziwość niektórych tez i stwierdzeń.

Nie podoba mi się to, że wszelkie typy kampanii są pokazane bardzo jednostronnie. Mam nawet poczucie, że sam pomysł relacjonowania ogółu działań organizacji prozwierzęcych przez osobę, która ma tak bardzo zdecydowane poglądy jest problematyczny. Ciężko bowiem uniknąć pewnego rodzaju manipulacji.

Czytając rozdział “Historia praw zwierząt”, możemy dojść do wniosku, że kampanie jednotematyczne to właściwie tylko szereg problemów. A co z ewidentnymi przykładami sukcesów? Co z dopisaniem, że kampanie mogą być tylko jednotematyczne, bo inaczej nie są w ogóle kampaniami? Dlaczego nie ma informacji na temat powodów dla których zdecydowana większość organizacji decyduje się właśnie na prowadzenie takich celowych i jednotematycznych kampanii?

Najbardziej uderzyła mnie jednak zawarta w tym tekście definicja welfaryzmu. Osoba popierająca ten nurt działań na rzecz zwierząt “będzie zastanawiała się, w jakiej klatce można zamknąć zwierzę na całe życie i w jakiej rzeźni je zabić”. Nie brzmi to jak wypowiedź, która opiera się na zapoznaniu z działalnością organizacji, które można zaliczyć do nurtu welfare. W związku z tym, że mam przyjemność współpracować z organizacjami, które można określić jako welfarystyczne, zdaję sobie sprawę z niestosowności takich porównań. Proponuję na przykład zajrzeć na podsumowanie 2014 roku zaprezentowane przez HSUS lub CIWF.

Oczywiście możemy zawsze rzucać przykładem Temple Grandin – ale czy uczciwym stawianiem sprawy jest opisywanie organizacji działających po tej samej stronie barykady przy pomocy straw man fallacy?

Wrócę jeszcze do Francione. Jest pewną normą w opisywaniu ruchu prozwierzęcego jako takiej piramidy z abolicjonizmem i Francione na szczycie. “Czystość” poglądów staje się ważniejsza niż faktyczny wpływ na rzeczywistość zwierząt.

Prawda jednak jest dużo bardziej skomplikowana. Organizacje związane z amerykańskimi hodowcami przemysłowymi publikują coroczny raport na temat działalności organizacji prozwierzęcych. Przy okazji tworzą też mapę powiązań między nimi. Mapa ta daleka jest od piramidy w stylu welfare < new welfare < abolicjonizm i wygląda tak:

Activist Map- FINAL-page-001(1)

Wiem, że aktywiści mogą mieć różne przekonania na temat tego co działa a co nie działa w ruchu prozwierzęcym, ale ta mapa pokazuje wyraźnie kogo boją się hodowcy zwierząt. Nie znajdziecie tutaj Francione i The Abolitionist Approach, bo z punktu widzenia przemysłu i zagrażania ich interesom, ten nurt nie liczy się wcale. Nie jest to powód, żeby go skreślać z wykładów na temat teorii praw zwierząt, ale warto do reprezentowanych przez niego poglądów podchodzić z odpowiednim dystansem. Należy również pamiętać, że Francione nie popiera żadnej organizacji prozwierzęcej, a zdarza mu się nawet mówić o tym, że żeby dobrze działać na rzecz zwierząt wystarczy rozpowszechniać na Facebooku jego wypowiedzi i “plakaty”. Trudno dziwić się, że przemysł wykorzystujący zwierzęta się tego nie boi.

Mapa ta pokazuje również, jak poszczególne osoby i organizacje przenikają się między sobą. Być może warto inwestować w budowanie takiej sieci powiązań i współpracy, zamiast opisywać inne organizacje działające na rzecz zwierząt jako dywagujące o tym “w jakiej klatce można zamknąć zwierzę na całe życie i w jakiej rzeźni je zabić”, co dość wyraźnie czyni z nich część problemu, a nie rozwiązania.

Organizacje prowadzące kampanie celowe, propagujące dietę wegańską, wprowadzające przepisy zwiększające dobrostan zwierząt mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. Reprezentują zaledwie garstkę osób, które w ogóle traktują temat zwierząt i ich cierpienia jako sprawę ważną i wartą pracy oraz zachodu. Warto dostrzegać w nich sprzymierzeńców i doceniać rolę jaką odgrywają w tworzeniu lepszego świata dla zwierząt. 

Pełny raport Animal Ag Alliance.

Polityka seksualna mięsa

Carol-Adams-posterWegetarianek jest więcej niż wegetarian. W ruchu praw zwierząt przeważają kobiety. Wiele z pierwszych organizacji broniących interesów zwierząt zakładanych było przez kobiety. Większość zwierząt w fermach również jest płci żeńskiej.

To tylko kilka z wielu zagadnień, które sprawiły, że temat jedzenia mięsa czy stosunku do zwierząt jest badany również od strony gender (społeczno-kulturowej tożsamości płciowej). Jedną z prekursorek takiej analizy jest Carol J. Adams, autorka kultowej dla wszystkich feministek wegetarianek książki „The Sexual Politics of Meat” („Polityka seksualna mięsa”).

Carol J. Adams urodziła się w Teksasie w 1951. Ukończyła zarówno świecki uniwersytet w Rochester jak i seminarium w Yale. Po studiach została żona prezbiteriańskiego duchownego i wraz z nim nadal mieszka w Teksasie. Już w trakcie studiów związała się z ruchem kobiecym i zasłużyła się wywalczeniem wprowadzenia kursu z women’s studies na Uniwersytet w Rochester. Wegetarianką została z dnia na dzień – również w trakcie studiów. Gdy mieszkała jeszcze w Yale, ukochany kuc zginął w trakcie wypadku przy polowaniu. Carol opłakiwała jego śmierć, ale jeszcze tego samego wieczora zjadła hamburgera. Później zdała sobie sprawę z tego, że hipokryzją było płakanie po śmierci konia i jedzenie zabitej krowy. Została wegetarianką. Później oprócz mięsa odrzuciła wszelkie inne produkty pochodzenia zwierzęcego.

Pomysł na napisanie „Polityki seksualnej mięsa” przyszedł w trakcie spaceru ulicami Cambridge, ale według relacji Adams to spacer, a nie Cambridge, odgrywał kluczową rolę – jako czynność rytmiczna pozwala prawej części mózgu wykluwać idee. Samo napisanie zajęło jej ponoć 15 lat (książka ukazała się w roku 1990) i w tym czasie zgromadziła wiele dowodów na powiązanie uprzedmiotowienia kobiet i uprzedmiotowienia zwierząt w naszej kulturze. Później poszerzyła swą analizę w kolejnych pozycjach: „The Pornography of Meat” („Pornografia mięsa”) i Neither Man Nor Beast” („Ni człek, ni zwierz”).

Zdaniem Carol J. Adams, zarówno to kto zjada jak i to kto jest zjadany wynika z patriarchalnych wartości naszej kultury. Aby tego dowieść, analizuje bajki dla dzieci, teksty literackie, reklamy i sam język. Pisze więc o powszechnym kojarzeniu jedzenia mięsa z męskością i płodnością, oraz o tym, że w czasach niedoboru żywności mięso zawsze zarezerwowane było dla mężczyzn.

Nieobecny przedmiot odniesienia

Jedną z koncepcji, które Carol J. Adams wprowadziła do teorii praw zwierząt jest idea „nieobecnego przedmiotu odniesienia” (absent referent). Pojęcie to służy opisaniu zjawiska oddzielenia osoby jedzącej mięso od tego co spożywa, ukrycia faktu, że jedzone mięso było kiedyś żywą czującą istotą.

W tle każdego posiłku znajduje się nieobecność: śmierć zwierzęcia, którego miejsce zajmuje mięso. „Nieobecny przedmiot odniesienia” jest tym, co oddziela jedzącego mięso od zwierzęcia i zwierzę od produktu końcowego. Funkcją „nieobecnego przedmiotu odniesienia” jest oddzielenie naszego mięsa od jakiejkolwiek idei, że ona lub ono było kiedyś zwierzęciem, trzymanie „muu”, „ko ko” i „bee” z dala od mięsa, zapobieganie temu, żeby „coś” było postrzegane jako „ktoś”.

Antropornografia

Kolejnym pojęciem, które Adams stworzyła i któremu poświęciła sporo uwagi jest „antropornografia” (anthropornography). Jest to zjawisko z którym spotykamy się na co dzień, ale rzadko zdajemy sobie sprawę z tego co widzimy. Przykładami antropornografii są kury wypinające na reklamach piersi i zachęcające do konsumpcji, świnie malujące usta czy krowy pokazujące kształtne pośladki. Antropornografia pokazuje zwierzęta jako kusicielki, które pragną zostać zabite i zjedzone. Cierpienie zwierząt w takim ujęciu obrócone zostaje w żart z seksualnym podtekstem, a nierówności gatunkowej towarzyszy również aluzja do nierówności płciowej. Zdaniem Adams, choć to wegetarianie i miłośnicy zwierząt oskarżani są często o nadawanie zwierzętom cech ludzkich, takie zjawisko jest bardzo powszechne wśród osób jedzących mięso.

Sfeminizowane białko

Carol J. Adams zajmuje się w swych książkach zarówno płcią ludzi jak i innych zwierząt. Pisząc o białku sfeminizowanym, ma na myśli białko wyprodukowane przez żeńskie ciało. Zdaniem Adams, w procesie produkcji jajek i mleka, zwierzęta płci żeńskiej są wykorzystywane podwójnie – zarówno żywe jak i martwe. Ich ciała są eksploatowane tak długo jak są w stanie wytwarzać produkty na użytek człowieka, a gdy okres reprodukcyjny się kończy, są zabijane na mięso.

„Polityka seksualna mięsa” to jedna spośród dwudziestu książek mniej lub bardziej dotyczących wegetarianizmu, których Carol J. Adams była autorką bądź współautorką. Składają się na nie nie tylko pozycje dotyczące feminizmu i dyskryminacji płciowej oraz rasowej i związków tych uprzedzeń z dyskryminacją zwierząt w naszej kulturze. Adams napisała również kilka książek będących poradnikami dla wegetarian – na szczególną wzmiankę zasługuje chyba „Living Among Meat Eaters: The Vegetarian’s’ Survival Handbook” („Życie wśród mięsożerców: podręcznik przetrwania dla wegetarian”), które według mojej wiedzy jest dość unikalną pozycją udzielającą wegetarianom i weganom porad dotyczących radzenia sobie ze swoją dietą w społeczeństwie, które wegetarianizmowi nie sprzyja. „Piekło to inni” jak mawiał J.P.Sartre, a Adams jak na absolwentkę seminarium przystało, daje wiele rad jak sobie z tym piekłem radzić. Kolejna grupa napisanych przez Adams to zbiory modlitw o zwierzęta i w intencji zwierząt, takich jak „God Listens to Your Care: Prayers for all the Animals of the world” („Bóg słucha Twojej troski. Modlitwy za wszystkie zwierzęta świata”). Po te pewnie nigdy nie sięgnę, ale z pewnością znajdą one również swoje amatorki i amatorów.

„Polityka seksualna mięsa” obchodziła kilka lat temu swoje dwudzieste urodziny. Nie było do tej pory ani jednego wydania w Polsce. Może doczekamy się z okazji ćwierćwiecza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

781px-carol_j_adams_with_snowball1Fragment wywiadu z Carol J. Adams dla The Harvard Crimson

– Jem mięso, a więc jestem – jak zwykłaś mawiać – „zablokowaną wegetarianką”. Czy pójdę do piekła?

C.J. Adams: – Już w nim jesteś. Sądzisz, że zmiana jest trudna, ale jeszcze trudniej jest się nie zmienić. Po prostu jeszcze tego nie odkryłaś. 

Wszystko jest ważne

aoc-mural-01

Różne typy opresji którym podlegają ludzie, zwierzęta i cała planeta, są ze sobą powiązane. To bardzo powszechna opinia wśród aktywistek i aktywistów wielu ruchów społecznych i ciężko się z nią nie zgodzić.

To z czym się nie zgadzam, to wnioski, które są wyciągane z tego założenia.

Czy jeśli różne oblicza opresji są ze sobą powiązane to ja, jako aktywistka, muszę zajmować się nimi wszystkimi na raz? Moim zdaniem: NIE.

Aktywizm to nie jest gra w dobre chęci, tylko w osiąganie celów. Nie ma więc znaczenia jak chwalebnych i wielkich rzeczy chcielibyśmy dokonać. Liczy się tylko to, co faktycznie udało się nam osiągnąć. Warto jednocześnie zdać sobie sprawę z własnych ograniczeń i realistycznie spojrzeć na to co jesteśmy w stanie jako jednostki, albo nawet jako całe grupy osób czy organizacje, osiągnąć.

Skuteczny aktywizm wymaga specjalizacji. Prowadzenie kampanii promujących dietę roślinną wymaga innych predyspozycji i innego rodzaju wiedzy niż prowadzenie kampanii przeciwko fermom przemysłowym. Nawet w ramach jednego ruchu są rzeczy na których się znam, oraz takie, o których mam tylko ogólne pojęcie i wolę ufać koleżankom i kolegom, którzy właśnie w tym temacie się specjalizują.

Nie wyobrażam sobie, że mogłabym efektywnie działać na rzecz walki z przemocą wobec kobiet, na rzecz rozwoju transportu rowerowego, czy na rzecz walki z państwową ingerencją w prywatność obywateli. Te problemy są ważne, ale ja nie mam kompetencji do ich rozwiązywania. 

Działanie oparte jedynie na dobrej woli, niepoparte chociażby elementarną wiedzą z danej dziedziny, może być nawet szkodliwe. Dlatego wolę kibicować aktywistom i aktywistkom z innych ruchów społecznych, pojawić się na pikiecie czy demonstracji kiedy jest taka potrzeba, podpisać petycję kiedy ktoś mnie o to poprosi, wkładając jednak swoją energię i czas wolny w walkę z przemysłowym chowem zwierząt.

Jeśli wszystkie formy opresji są ze sobą powiązane, to walcząc z jednym przejawem opresji, dokładam swoją cegiełkę do walki z innymi jej przejawami. Jednocześnie skupiając się na jednym temacie i mogąc poświęcić na niego wystarczającą ilość czasu, żeby się w tym wyspecjalizować i robić to dobrze, zwiększam szanse na to, że uda mi się osiągnąć cele, które przed sobą stawiam.

Komu współpraca się opłaca?

Pride film still

Zanim zaczęłam działać w ruchu prozwierzęcym byłam związana z ruchem feministycznym. Splot różnych okoliczności sprawił, że poświęciłam się pracy na rzecz zwierząt, ale darzę olbrzymim szacunkiem aktywistki i aktywistów innych ruchów społecznych. Wiem, że na każdym kroku korzystam ze zdobyczy ruchu kobiecego, oraz wielu innych ruchów, które stopniowo popychają świat ku większej sprawiedliwości.  

Tematem, który nie przestaje mnie interesować jest współpraca pomiędzy ruchami społecznymi: w jakim zakresie jest możliwa i w jakich sytuacjach odbywa się z korzyścią dla obu stron. To temat niezwykle skomplikowany i nie mam ambicji wyczerpać go w jednym poście na bloga.

Chciałabym jednak podzielić się pewną refleksją.

Jako organizacja dostaliśmy propozycję włączenia się w organizację manifestacji antynacjonalistycznej z okazji 8-go listopada i z tej propozycji zdecydowaliśmy się nie skorzystać. Jesteśmy organizacją działającą na rzecz zwierząt i z tą działalnością chcemy być kojarzeni. Szanujemy pracę innych grup i organizacji i jesteśmy za nią wdzięczni, ale mieliśmy pewien cel w założeniu stowarzyszenia działającego na rzecz zwierząt i jest nim właśnie działanie na rzecz zwierząt. 

Nasza odmowa nie spotkała się ze zrozumieniem. Z perspektywy czasu mam nawet poczucie, że był to rodzaj szantażu. Odmowa włączenia się w manifestację jako współorganizator spowodowała falę mniej lub bardziej napastliwych ataków pod naszym adresem. Czasami wypowiadanych wprost, czasami za naszymi plecami.

Myślę też, że to modelowy przykład tego, jak się nie buduje jakiegokolwiek porozumienia pomiędzy ruchami społecznymi. Pretensje, żale i szantaże, a przede wszystkim brak refleksji nad stworzeniem sytuacji, w której obie strony mogą coś zyskać. Nie jest też dobrym pomysłem zaczynanie współpracy od prezentowania zestawu oczekiwań drugiej stronie.

Rozumiem, że z perspektywy działania w danym ruchu społecznym nietrudno zafiksować się na myśleniu, że moja sprawa jest najważniejsza na świecie i wszyscy inni powinni rzucić wszystko i zacząć mi pomagać. Skłamałabym twierdząc, że nie zdarza mi się tak myśleć o pracy na rzecz zwierząt hodowlanych. Ale widzę różnicę między myśleniem w ten sposób, a tworzeniem wypowiadanych głośno postulatów opartych o taki sposób myślenia.

Faktyczna współpraca zaczyna się od wyciągnięcia ręki. Prawdziwy sojusz to nie są pretensje do innych o to, że mi nie pomagają. To zadanie sobie pytania: jak ja mogę pomóc innym?

Z zupełnie inną postawą zaprezentował w ostatnich miesiącach ruch feministyczny. Byłam szczerze poruszona czytając tekst na temat zwierząt w Gazecie Manifowej wydanej przez Porozumienie Kobiet 8 Marca. Zobaczyłam zaproszenie skierowane do aktywistek prozwierzęcych na stronie wydarzenia poświęconego Manifie – prawdziwego gościnnego zaproszenie, a nie ukryty szantaż, czy chęć przyciągnięcia większej ilości osób pod byle pozorem. Nie mogłabym w tym wyliczeniu pominąć również Feminoteki, która zaoferowała nam nieodpłatnie lokal na cotygodniowe spotkania.

Wierzę, że współpraca między różnymi ruchami społecznymi może przybierać różne formy. Możemy dzielić się wiedzą i doświadczeniem, pożyczać sobie sprzęt, wymieniać kontaktami do mediów, pomagać przy organizacji wydarzeń – sposobów jest mnóstwo. Demonstracja pod wspólnym hasłem to tylko jeden ze sposobów i nie jestem przekonana, że najbardziej korzystny dla którejkolwiek ze stron. Jeśli jednak chcemy podjąć współpracę, to warto robić to w klimacie szacunku i dostrzegania wartości w pracy organizacji i ruchów z którymi chcemy współpracować.

Ja wiem i czuję, że Porozumienie Kobiet 8 Marca i Feminoteka szanują moją pracę na rzecz zwierząt, ale nie mam takiego przekonania co do organizatorów manifestacji antynacjonalistycznych. Chyba nie będzie trudno zgadnąć którym organizacjom będę faktycznie chciała pomagać.

Na koniec dodam, że historia zaskakującej współpracy między ruchami społecznymi została pokazana w opartym na faktach filmie “Dumni i Wściekli”. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, to zobaczcie koniecznie. To piękny i poruszający film. I rzewnie na nim płakałam.

Sprawa wyjątkowa – feminizm i pornografia

feminist

Odkąd chrześcijaństwo podbiło stawkę i zaczęło koncentrować się na zachowaniach seksualnych jako podstawie wszelkiej cnoty, wszystko co odnosi się do seksu stało się “sprawą wyjątkową” w naszej kulturze, co prowadzi do wyjątkowo niespójnych postaw – Susan Sontag

Pornografia tworzona była do tej pory głównie dla mężczyzn i przez mężczyzn – tak jak cała reszta naszej kultury. Mimo to, feministki mają więcej powodów, by bronić pornografii przed próbami cenzurowania jej, niż by popierać cenzurę. Istnieje długa tradycja odmawiania kobietom prawa do czerpania przyjemności i radości z seksu i takiej tradycji powinniśmy stanowczo się przeciwstawić. Aby odzyskać swoją seksualność potrzebujemy również więcej materiałów o charakterze erotycznym czy pornograficznym – tworzonych z punktu widzenia kobiet, mężczyzn i wszystkich osób, które nie chcą być zakwalifikowane w żadną z tych dwóch kategorii.

Przez większość czasu, stanowisko antypornograficzne było absolutnie dominujące w środowisku feministycznym. Feministyczna krytyka pornografii rozpoczęła się w latach 70tych, ton dyskusji nadawały wówczas Catherine MacKinnon i Andrea Dworkin, które do teraz są feministkami najczęściej cytowanymi w materiałach antypornograficznych. Krytyka ta opierała się na założeniu, że oglądanie pornografii prowadzi do przemocy wobec kobiet, zwracano uwagę na warunki pracy kobiet w przemyśle pornograficznym oraz sposób przedstawiania kobiet w produkcjach typu pornograficznego.

Dworkin i MacKinnon zyskały sobie szczególną sławę projektem ustawy cenzurującej pornografię, która przyjęta została przez radę miasta Mineapolis, ale odrzucona przez burmistrza. Zrewidowaną wersję ustawy przyjęto w Indianapolis na skutek działań tamtejszego prawicowego polityka, który z prawami kobiet nie miał i nie chciał mieć nic wspólnego. Zabiegi cenzorskie doprowadziły do szybkiego rozłamu w ruchu feministycznym, powstawać zaczęły organizacje feministyczne sprzeciwiające się cenzurze pornografii. Środowisko feministyczne w Indianapolis nie poparło zakazu – prawo zmieniono dzięki poparciu fundamentalistycznej religijnie prawicy z Moral Majority. Marcia Pally skomentowała ten sojusz następująco: „Obie grupy uważają, że usunięcie ze społeczeństwa słów i obrazów o charakterze seksualnym zredukuje ilość gwałtów, kazirodztwa i przemocy wobec kobiet. Prawicowe feministki dodałyby do tej listy molestowanie seksualne; religijni fundamentaliści dodadzą seks międzyrasowy, homoseksualizm, AIDS i feminizm”.

Pomimo trwającej w środowisku feministycznym debaty dotyczącej stosunku do pornografii, postrzeganie ruchu feministycznego jako antypornograficznego monolitu nie jest przypadkowe: pewne znaczenie odegrały techniki stosowane przez samą Dworkin, polegające między innymi na odmawianiu udziału w debatach, w których przeciwniczką miała być popierająca wolność słowa feministka. Dworkin dyskutowała więc jedynie z mężczyznami lub kobietami należącymi do organizacji konserwatywnych, dając w ten sposób jasno do zrozumienia, że wewnątrz samego ruchu feministycznego poglądy na temat pornografii są jednolite.

KONTROLA URODZEŃ

Gdy feministki pierwszej fali, takie jak Margaret Sanger czy Mary Ware Dennet, stawały przed sądem i lądowały w więzieniu za rozpowszechnianie informacji na temat kontroli urodzeń, wykorzystywano przeciwko nim ustawy przeciwko obsceniczności, których bezpośrednimi spadkobierczyniami są ustawy antypornograficzne. Okazało się, że kobiety należy bezwzględnie chronić przed informacjami na temat antykoncepcji. W 1915 roku Sąd Najwyższy uznał, że wolność słowa nie chroni filmów, jedną z pierwszych zakazanych produkcji była „Birth Control” – stwierdzono, że zakazanie stworzonego przez Sanger filmu leży w interesie moralności, przyzwoitości, bezpieczeństwa i dobra publicznego. Za rozpowszechnianie informacji na temat antykoncepcji i seksualności Sanger była karana jeszcze kilkakrotnie, represje dotknęły też Emmę Goldman i Mary Ware Dennett. Te wydarzenia skłoniły NOW do oświadczenia, że „cenzura była najczęściej używanym przez patriarchat narzędziem, które miało kobiety – przed kontrolą urodzeń, aborcją, przyjemnością czerpaną z seksu i nieheteroseksualnymi związkami. Bez wolności słowa nie będzie ruchu feministycznego”.

Dworkin podjęła się stworzenia feministycznej definicji pornografii. Według niej, w materiałach pornograficznych kobiety przedstawione są jako seksualne obiekty, przedmioty lub towary, które odczuwają przyjemność z poniżenia, bólu, gwałtów, kazirodztwa i innych ataków o charakterze seksualnym, są związane, pocięte, w inny sposób okaleczone lub posiniaczone, prezentowane w pozycjach seksualnej uległości, penetrowane przez przedmioty lub zwierzęta, prezentowane w scenariuszach degradacji, upokorzenia, okaleczania, tortur, są zredukowane jedynie do części swojego ciała, pokazywane jako brudne lub gorsze, krwawiące, posiniaczone lub okaleczone, w kontekście, który nadaje tym stanom znaczenie seksualne.

Według Dworkin, kobiety nie mogą więc czerpać przyjemności z penetracji przy pomocy przedmiotów – również dildo czy wibratorów. Praktyki BDSM zostały w jej definicji napiętnowane wraz z jakimikolwiek zachowaniami seksualnymi, które różnią się od postrzeganych za „normę”. W myśl takiej definicji pornografii nawet informacje na temat przeprowadzania samokontroli przy pomocy wziernika są złe, gdyż wiążą się z penetracją ciała kobiety przez przedmiot.

UPRZEDMIOTOWIENIE

Dosyć często pojawiającym się wątkiem w antypornograficznej debacie jest stwierdzenie, że pornografia niszczy więzi między płciami i prowadzi do uprzedmiotowienia kobiet. Gdyby związek ten był tak prosty i oczywisty, na gruncie europejskim w przeszłości można by doszukiwać się przykładów modelowych związków partnerskich i równości płciowej  – frankistowska Hiszpania byłyby przykładami raju dla kobiet. A dziś Arabia Saudyjska.

Można zadać sobie pytanie, czy mężczyzna może być jednocześnie obiektem seksualnym i pełnowartościową istotą ludzką. Jeśli może – to dlaczego możliwości tej nie mogą mieć również kobiety? Pornografia z założenia przedstawia kobiety i mężczyzn uprawiających seks – jeśli więc uprzedmiotawia kobiety, to uprzedmiotawia je już samo uprawianie seksu.

W ferworze protestów przeciwko pornografii zatraciło się pierwotne pojęcie uprzedmiotowienia – termin ten zaczął być tożsamy z uznawaniem kobiet za atrakcyjne fizycznie. To uproszczenie jest problemem, gdy chcemy analizować bardziej skomplikowane systemy opresji w społeczeństwie. Kobiety są uprzedmiotawiane na wiele różnych sposobów: jako żywicielki, matki, obiekty miłości, pracownice. Można też zastanowić się, jakim językiem rozmawiać będziemy o prawdziwych gwałtach i prawdziwej, fizycznej przemocy wobec kobiet, gdy już – za Dworkin – uznamy, że sama pornografia to gwałt i przemoc.

Skupianie się na pornografii jako najważniejszym przejawie seksizmu utrwala przekonanie, że seks jest grzeszny i zły. Można przedstawiać kobiety w sposób przedmiotowy, gdy nie ma to podtekstu seksualnego – seksistowskie wypowiedzi bez podłoża seksualnego nie spotkały się nigdy z tak dużym sprzeciwem. Analizie feministycznej poddane zostały praktycznie wszystkie dziedziny ludzkiej aktywności, co pozwoliło wykazać jak wszechobecny jest seksizm – w żadnym innym przypadku nie kończyło się to jednak nawoływaniem feministek do zakazania bądź cenzurowania danego medium. Ponieważ dużo łatwiej jest rozpoznać na zdjęciach tematykę seksualną niż uprzedmiotowienie kobiet, pojawia się niebezpieczeństwo uznania pornografii za tożsamą z seksizmem i atakowania wizerunków, na których kobiety są nagie, jednak niekoniecznie uprzedmiotowione czy poniżane.

STANY ZJEDNOCZONE I KANADA

Rozpętana w Stanach Zjednoczonych kampania przeciwko pornografii stworzyła atmosferę niesprzyjającą jakiejkolwiek twórczości o tematyce seksualnej, a to oczywiście uderzyło natychmiast w kobiety i mniejszości seksualne – dwie grupy, które są tradycyjnie charakteryzowane przez seksualność. Najlepszym przykładem jest tak zwana „NEA Four” grupa artystów performerów, którym odmówiono grantów ze względu na obsceniczność prac, które poruszały tematykę przemocy domowej, feminizacji biedy, homofobii, męskiej dominacji, opresyjności tradycyjnych ról płciowych, seksizmu, seksualnego napastowania. Proces wytoczono też muzeum pokazującemu homoerotyczne zdjęcia Roberta Mapplethorpe’a. Za obsceniczne uznano nawet jego zdjęcia lilii.

W 1992 roku, decyzją sądu w sprawie Donalda Butlera pornografia została w Kanadzie zakazana jako pokazująca uprzedmiotowienie kobiet. Już po dwóch latach od wprowadzenia tej decyzji widać było wyraźnie, że ataki policji skupiły się na księgarniach kobiecych oraz LGBT. Jedną z pierwszych akcji policji był nalot na księgarnię LGBT i konfiskata niskonakładowego lesbijskiego erotycznego magazynu Bad Attitude, który zawierał opis fantazji z elementami sadomasochistycznymi. Autorka opowiadania była zaskoczona, że jej tekst uznano za antykobiecy – gdy publicznie czytała swoje opowiadania, wiele kobiet zwierzało się, że ich fantazje są bardzo podobne do opisywanych przez nią. W związku z działaniem ustawy antypornograficznej, największemu amerykańskiemu eksporterowi literatury LGBT do Kanady wstrzymano w 1993 roku 73% dostaw, co stanowiło największe wstrzymanie dostaw książek w historii Kanady. Szybko zaczęto wykorzystywać możliwość cenzurowania ze względu na obsceniczność dla celów politycznych. Na granicy zatrzymano też dwie książki samej Dworkin. Oceniając działanie ustawy antypornograficznej oraz zaangażowanie feministek w jej powstanie, kanadyjska performerka Elaine Carol stwierdziła: „Dałyście im postmodernistyczny język, którego potrzebowali, aby znów się nami zająć i teraz organizują naloty na nasze księgarnie.”

Choć surowo występowano przeciwko publikacjom LGBT, „Sex” Madonny czy „American Psycho” Ellis’a były w ciągłej sprzedaży. Nie jest to zaskakujące: władza z natury egzekwowana jest wobec grup najsłabszych społecznie – trudno oczekiwać, że cenzurowane będą poglądy popularne. Przy pomocy cenzury uciszano przede wszystkim osoby, które chciały kwestionować status quo – również feministki. Wolność słowa zawsze była najsilniejszą bronią w walce o prawa kobiet, a cenzura najbardziej dotkliwym sposobem przeciwdziałania tym staraniom. Wolność tworzenia przekazu o charakterze seksualnym jest integralną częścią wyzwolenia kobiet, gdyż tradycyjnie są one powiązane ze sferą seksualności, choćby ze względu na możliwość kontrolowania reprodukcji. W hierarchicznym i patriarchalnym świecie rolą feministek nie może być dawanie temu systemowi dodatkowej władzy. Ellen Willis, związana z  radykalną feministyczną grupą Redstockings, wypowiadała się krytycznie o polityce antypornograficznej: „W społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn, jedyne prawo przeciwko obsceniczności, które nie zostanie użyte przeciwko kobietom, to brak jakiegokolwiek prawa.”Willis zastanawiała się również, kiedy „represjonowane grupy nauczą się, że jeśli damy państwu zbyt długi sznur, wyląduje on ostatecznie na naszych szyjach”.

OCHRONA KOBIET

Postulat usunięcia pornografii z miejsc pracy wiąże się z obawą, że pornografia służyć może wykluczaniu kobiet i wydawać się może usprawiedliwiony. Jednak według Alison Assiter i Avedon Carol, “ważne jest, by kobiety pamiętały, że seks nie jest jedyną sferą, poprzez którą manifestuje się seksizm – jest po prostu najbardziej oczywistą, ponieważ nauczyłyśmy się być na nią wyczulone. Słuchając opowieści kobiet o tym, jak były poniżane przez pracodawców, współpracowników czy kochanków, używających seksu w sposób opresyjny, możemy podać analogiczne przykłady spoza seksualnej areny: na każdego męża, który mówi swej partnerce, że jest złą żoną ponieważ nie jest w stanie sprostać jego seksualnym oczekiwaniom, przypada mąż, który poniża żonę ponieważ nie umie gotować albo prowadzić domu w taki sposób jak jego matka; na każdą grupę mężczyzn, którzy wykorzystują pornografię jako sposób okazania koleżankom, że to nie ich miejsce, przypadają mężczyźni, którzy będą rozmawiać o sporcie lub elektronice w sposób, który sprawi, że kobiety poczują się wykluczone”.

Sytuacja komplikuje się, gdy przestajemy postrzegać „miejsce pracy” wyłącznie w kategoriach biura. Każda część przestrzeni publicznej jest miejscem czyjejś pracy zawodowej. Zakaz pornografii obejmujący miejsca pracy oznaczałby w praktyce całkowity zakaz pokazywania treści o charakterze pornograficznym. Mogłoby też pojawić się złudzenie,   że usunięcie fotografii nagich kobiet z miejsca pracy sprawia, że problem nierówności został rozwiązany, co jedynie trywializuje całą kwestię.

Idea usuwania ilustracji o tematyce seksualnej lub wulgarnej z miejsc, w których pracują lub uczą się kobiety wywodzi się z dawnych przeświadczeń, że kobiety, podobnie jak dzieci, wymagają specjalnego traktowania i ochrony. Do 1949 roku prawo stanu Arkansas zezwalało kobietom na zasiadanie w ławie przysięgłych tylko wówczas, gdy same specjalnie się do tego zgłosiły, ponieważ w sądzie paść mogą słowa wulgarne, może też zdarzyć się, że roztrząsane będą kwestie o tematyce seksualnej, co byłoby dla dam poniżające. Kiedy w 1993 roku w stanie Kalifornia zniesiono zakaz używania języka obscenicznego i wulgarnego wobec kobiet i dziewczynek, sąd orzekł, że jakiekolwiek prawa rozróżniające mężczyzn i kobiety odnoszące się do przekonań, że kobiety muszą być chronione przed pewnymi słowami ze względu na ich wyjątkową wrażliwość zaprzeczają ideom równości.

PORNOGRAFIA A PRZEMOC

Jeśli przyjmiemy jednak, że pornografia faktycznie prowadzi do przemocy wobec kobiet, możemy argumenty o wolności słowa uznać za mające mniejsze znaczenie. Większość badań nad powiązaniem pornografii z przemocą opierała się na aplikacji wstrząsów przez badanych innym osobom, po obejrzeniu materiałów stymulujących, . W większości badań nad wzrostem agresji aplikacja wstrząsów była jedyną alternatywą zaproponowaną osobom badanym – nie mogły na przykład pozostać w samotności nic nie robiąc, albo masturbować się. Pornografia służy zazwyczaj jako preludium do masturbacji, lub uprawiania seksu z partnerem. Interesujące byłoby zbadanie, ile osób zdecydowałoby się na  rażenie kogoś prądem, gdyby miały alternatywę w postaci masturbacji. Stanley Milgram już w 1963 roku wykazał, że ludzie biorący udział w takim badaniu aplikują wstrząsy elektryczne, by „zadowolić” prowadzącego badanie, a nie z powodu odczuwania agresji – gdy nie wystąpi  żaden czynnik stymulujący, badani i tak będą aplikowali wstrząsy. Od tamtego czasu wiadomo więc, że badania agresji oparte o aplikacje wstrząsów dają zafałszowany wynik.

Wiele badań, które jakoby potwierdzają negatywny wpływ pornografii skażona jest tak poważnymi błędami metodologicznymi, że ciężko traktować je poważnie. W raportach z badań nad pornografią z reguły brakuje rzeczowej informacji na temat materiałów, które służyły jako środek stymulujący, przez co nie są powtarzalne. Zdarzały się przypadki zachęcania badanych do powtórzenia reakcji, gdy nie decydowali się aplikować wstrząsów, oraz manipulowania opisem wyników badania, by udowodnić, że wszyscy mężczyźni są skłonni do popełnienia gwałtu po obejrzeniu materiałów pornograficznych – choć mogłoby się wydawać, że udowodnienie, iż gwałt jest normą, to dla kobiet dość niedźwiedzia przysługa.

Badania nad związkiem pornografii z agresją pokazują pewne powiązania tylko dlatego, że są zaprojektowane w sposób, który nie może dać innych efektów. Jeśli w eksperymencie rozwinie się liczbę możliwych opcji do wyboru, okazuje się, że pornografia może prowadzić również do prospołecznych zachowań – istnieją badania wykazujące, że zdjęcia o charakterze pornograficznym mogą prowadzić do obniżenia poziomu agresji i wzrostu skłonności do udzielania pomocy innym. Być może najtrafniejszą ocenę skutków działania pornografii zaproponował Gore Vidal, mówiąc, że „jedyną rzeczą do której pornografia z pewnością bezpośrednio prowadzi jest samotny akt masturbacji”.

Wielu badaczy zgadza się jednocześnie, że osoby, które popełniły wykroczenia na tle seksualnym, mają ogólnie mniejszy kontakt z pornografią niż przeciętny mężczyzna. Niektórzy badacze pracujący z sadystycznymi gwałcicielami dochodzili do wniosku, że są oni bardziej zainteresowani krwawymi i brutalnymi historiami kryminalnymi niż pornografią. Zdaniem British Committee on Obscenity and Film Censorship dla tych, którzy są skłonni do przemocy, inspiracja znajdzie się wszędzie. Komitet zilustrował swe oświadczenie przykładem młodego mężczyzny, który chciał zabić rodziców po obejrzeniu Braci Karamazow, oraz Jamajczyka, który zgwałcił białą kobietę, i twierdził, że skłoniła go do tego telewizyjna wersja „Korzeni” Alexa Haleya.

Dużo wyraźniej rysuje się związek między życiem rodzinnym a przestępstwami na tle seksualnym. Osoby popełniające przestępstwa tego typu bardzo często pochodziły z rodzin o konserwatywnym podejściu do seksualności, borykających się z problemem alkoholizmu, przemocy i wykorzystywania seksualnego. W jednym z badań okazało się, że wszyscy badani gwałciciele zostali surowo ukarani kiedy w młodości oglądali pornografię – w grupie kontrolnej tylko 7% osób zostało ukaranych po przyłapaniu na oglądaniu takich materiałów. Wielu badaczy skłania się ku opinii, że największe znaczenia ma wczesna socjalizacja – osoby mające ogólnie pozytywny stosunek wobec seksualności, wykazywały najmniej antyspołeczne zachowania po obejrzeniu nawet brutalnych filmów.

PORNOGRAFIA JAKO WYMÓWKA

Trudno powiedzieć, czemu miało służyć szukanie winnych przemocy wśród innych niż osoby, które bezpośrednio jej dokonują. Oskarżanie pornografii o powodowanie przemocy wobec kobiet ma wiele wspólnego z obwinianiem ofiar gwałtu – czyjaś spódniczka była za krótka, niezależnie od tego, czy była to spódniczka kobiety na ulicy, czy w gazecie. Założenie, że pornografia prowadzi do przemocy wobec kobiet ma jeszcze swoją drugą stronę medalu – pozwala przestępcom na tle seksualnym powoływać się na korzystanie z pornografii jako dowodu na ograniczoną poczytalność.

Taki scenariusz ten nie jest wyjątkowo nieprawdopodobny. Thomas Schiro, który   w 1981 został skazany na śmierć za popełnienie brutalnego gwałtu i morderstwa,  wielokrotnie bił i torturował swoją ofiarę, udusił ją, gwałcił i gryzł jej martwe ciało. Odwołując się od skazującego wyroku sądu dowodził, że jego działania były wynikiem oglądania brutalnej pornografii. Sąd stwierdził jednak, że „gdyby wesprzeć teorię Schiro, pornografia stanowiłaby prawną wymówkę dla stosowania przemocy wobec kobiet”.

PORNOGRAFIA W KULTURZE

Gdyby obrazy prowadziły do czynów faktycznie i tak bezpośrednio, jak dowodzą tego antypornograficzne feministki, gdyby recepcja obrazów mogła mieć gwarantowany efekt, praca artystów politycznych byłaby z pewnością o wiele łatwiejsza. Nie wiem dlaczego przemysł pornograficzny do spółki z przywódcami świadomości konsumenckiego kapitalizmu radzą sobie tak dobrze z mobilizowaniem fantazji; wiem jednak, że nie jestem jakoś szczególnie zainteresowana byciem częścią ruchu zajmującego się niszczeniem fantazji i kontrolowaniem pożądania. – Laura Kipnis „Ecstasy Unlimited”

Zdaniem Kipnis, niechęć do pornografii ma również podłoże klasowe. Choć z pornografii korzystają wszyscy, jest postrzegana jako najniższy produkt kultury. Sztuka również może być seksistowska, pełna przemocy wobec kobiet i poniżająca, ale nie wywołuje takich obaw, jak twórczość adresowana do mniej elitarnej części społeczeństwa – mogłoby się wydawać, że przemoc w produkcjach o wyższym statusie nie prowadzi do przemocy wśród jej odbiorców. W czasie debaty nad „American Psycho”, Ian Banks stwierdził, że czytając książkę oddzielał od siebie seks i przemoc. Jedna z uczestniczek panelu odparła wówczas, że to dlatego, że jest „wyrafinowany”. Krytycy i krytyczki pornografii  zapoznali się niejednokrotnie z większą ilością materiałów pornograficznych niż wielu mężczyzn zrobi to przez całe życie, a jednak z reguły nie notowali w związku z tym żadnych konsekwencji w postrzeganiu kobiet czy skłonności do przemocy. Z kolei domniemani adresaci pornografii postrzegani są jako istoty bezrefleksyjne, które robią to co widzą. „My” możemy przetrwać wielokrotną ekspozycję na materiały pornograficzne, ale „oni” nie mogą.

Z tego wynika również postrzeganie sytuacji przedstawianych przez pornografię w tak dosłowny sposób – zakładamy, że jej przekaz nie jest złożony, ponieważ jej odbiorcy to osoby o prostym sposobie myślenia. Gdy analizuje się odbiór literatury, oczywiste jest, że utożsamianie się z postacią nie przebiega zgodnie z podziałami płciowymi. Carol Clover wykazała, że podczas oglądania horrorów, widownia z reguły utożsamia się z ofiarą. Można podejrzewać, że jeśli w filmach pornograficznych kobieta jest postacią główną – właśnie z nią utożsami się co najmniej część widowni (również męskiej).

Badając wizerunek kobiecej seksualności i ról płciowych w mediach, Carlin Meyer doszła do wniosku, że telewizja, filmy, reklamy, sztuka i literatura popularna mają dużo większy wpływ na kształtowanie się tego wizerunku niż pornografia. Spotykamy się z nimi na każdym kroku i przez to w dużo większym stopniu przekonują nas, że pokazują świat taki jakim jest, lub jakim powinien być. W badaniu Krafki okazało się, że reklamy drukowane w zwykłych magazynach mocniej wpływały u kobiet na obniżenie samooceny i wzrost stereotypowego postrzegania ról płciowych niż materiały pokazujące poniżanie kobiet. Więcej też kobiet bitych jest i mordowanych w filmach puszczanych codziennie w telewizji i w dużych produkcjach hollywoodzkich niż w filmach pornograficznych.

PORNOGRAFIA JAKO MIEJSCE PRACY

Jednym z ważniejszych zastrzeżeń dotyczących pornografii jest kwestia warunków pracy w tym przemyśle, w tym również problem przymuszania kobiet do wykonywania zawodu. Laura Kipnis zadaje jednak pytanie:

„Kto może ocenić, czy praca w seks biznesie jest gorsza lub bardziej nieludzka niż praca fizyczna czy w przemyśle usługowym, przy taśmie albo w restauracji, z wyjątkiem osoby, która tę pracę wykonuje? Nie idealizujmy też za bardzo ilości opcji zawodowych, które rynek pracy przed nami stawia, ani tego jak dobrych warunków pracy możemy oczekiwać. To nie jest tak, że mamy przed sobą wszelkie możliwe wybory zawodowe na świecie: Czy mam zostać gwiazdą porno… a może… dyrektorem IBM? Jeśli łzy same napływają ci do oczu na myśl o wykorzystywanych pracownicach przemysłu pornograficznego, a nie zastanawiałeś się nad pracownicami szwalni albo przemysłu drobiarskiego – aby wymienić choć dwa spośród niezliczonej ilości zawodów w których warunki pracy nie są idealne – to może twoja analiza wymaga jeszcze trochę pracy. I spójności. (…) praca w kapitalizmie jest zawsze związana z wykorzystywaniem. (…) Większość pracujących osób (…) robi w pracy rzeczy, których wolałyby nie robić, gdyby posiadało wystarczającą ilość pieniędzy, aby nie pracować. (…) O dziwo, niewiele osób wydaje się martwić wykorzystywaniem mężczyzn w przemyśle pornograficznym, co pokazuje w jak stereotypowy sposób przebiega ta dyskusja”.

Większość zarzutów dotyczących warunków w pracy w pornografii odnosi się do pracy w jakimkolwiek zawodzie, a różnice wiążą się raczej z nielegalnością bądź półlegalnością pornografii. Pracując nielegalnie lub w zawodach naznaczonych stygmatem ciężko dochodzić swoich praw oraz liczyć na ochronę i wsparcie. Prostytutki, tancerki erotyczne i modelki porno mają mniejszy dostęp do opieki lekarskiej, policji i sądów, ciężej im założyć związek zawodowy lub w inny sposób mobilizować się jako pracownicom. Zakazy nie doprowadzą do likwidacji pornografii, za to z pewnością zepchną ją jeszcze głębiej w podziemie, co z kolei sprawi, że modelki i aktorki nie będą w stanie uzyskiwać absolutnie żadnej pomocy prawnej w przypadku łamania swoich praw.

Zmuszanie do udziału w produkcjach pornograficznych nie jest normą, na wybór zawodu wpływa wiele czynników i nie różnią się one od nacisków związanych z podjęciem jakiejkolwiek innej pracy. Kobiety decydujące się na pracę w przemyśle pornograficznym nie są jedynie marionetkami w rękach mężczyzn. To zresztą niemal zadziwiające, że męska decyzja o pracy w przemyśle pornograficznym nie wiąże się z oskarżeniem o manipulację czy niemożność dokonania rozsądnego wyboru. Może należy zaryzykować stwierdzenia, że zarówno w kwestii aborcji jak i pracy związanej z seksem kobiety są w stanie podejmować decyzje dotyczące swojego życia i wcale nie potrzebują, aby ktoś inny chronił je przed nimi samymi.

Przyjąć można, że na każdą Lindę Lovelace, opowiadającą jak została zmuszona przez męża do udziału w pornografii, przypada Nina Hartley, która mówi, że jest ekshibicjonistką, Veronica Vera, która świętuje rozwój osobisty, który nastąpił dzięki występowaniu w filmach pornograficznych, albo Candida Royalle, która z dumą głosi, że produkuje pornografię z kobiecego punktu widzenia. Obecnie najlepiej rozwijającą się gałęzią pornografii jest pornografia kręcona amatorsko. Trudno dziwić się, że ktoś robi dla pieniędzy to, co tysiące osób robi za darmo.

Twierdząc, że kobiety w filmach pornograficznych są wykorzystywane i robią rzeczy, z których żadna kobieta nie mogłaby czerpać przyjemności, tworzymy wizję kobiecej seksualności, w której na pewno zabraknie miejsca dla wielu kobiet. Założenie, że kobiety pracujące w przemyśle pornograficznym nie mogą czerpać przyjemności z wykonywania tego zawodu prowadzi do pytania o możliwość czerpania przez kobiety przyjemności z seksu jako takiego. Uciekanie przed byciem postrzeganą jako „dziwka” kończy się więc na akceptacji pozycji „ofiary”. Jeśli kobieta nie uprawia seksu dla własnej przyjemności, to robi to w zamian za coś innego – miłość, małżeństwo, status społeczny, bezpieczeństwo w domu dla siebie i swoich dzieci, albo pieniądze. Nie można patrzeć z góry na prostytutki, gdy okazuje się, że prostytucja jest jedyną akceptowalną formą uprawiania seksu przez kobiety. „Jeśli w rzeczywistości nie lubimy seksu, oznacza to, że zawsze robimy to w zamian za coś innego – zawsze kurwimy się”. (Christobel Mackenzie)

Pierwotnie artykuł ten ukazał się w czasopiśmie „Zadra” nr 1-2 (42-43) 2010

Subiektywna lista 10 ulubionych książek na temat kobiet i feminizmu

Kolejność przypadkowa.

1. Feminism is for everybody: passionate politics – bell hooks

feminism is for everyobdy

2. The Sceptical Feminist: A Philosophical Enquiry –  Janet Radcliffe Richards

sceptical_femi0001

3. Delusions of Gender: How Our Minds, Society, and Neurosexism Create Difference – Cordelia Fine

delusions

4. Who’s Afraid of Charles Darwin? Debating Feminism and Evolutionary Theory – Griet Vandermassen

darwin

5. Whipping Girl: A Transsexual Woman on Sexism and the Scapegoating of Femininity – Julia Serrano

whipping

6. Neither Man Nor Beast: Feminism and the Defense of Animals – Carol J. Adams

neither

7. Sister Species: Women, Animals, and Social Justice – ed. Lisa Kemmerer

sister species

8. Yes Means Yes: Visions of Female Sexual Power and A World Without Rape – Jaclyn Friedman and Jessica Valenti

yes means

9. Mismeasure of Woman: Why Women Are Not the Better Sex, the Inferior Sex, or the Opposite Sex – Carol Tavris

mismeasure

10. Lean In: Women, Work, and the Will to Lead – Sheryl Sandberg

leanin