Wegańskie klopsiki w sklepie z meblami i dobrze zadane pytania

10922562_1027571723924324_6212160496974323724_n
Jestem weganką, która podróżuje i często jada poza domem. Czasami możliwość wyskoczenia do knajpy jest jedynym sposobem na zjedzenie jednego ciepłego posiłku w ciągu dnia.

Dlatego jestem wielką fanką kampanii Roślinniejemy, którą prowadzi moje stowarzyszenie. Nie pomagam w niej tak bardzo jak bym chciała, ale chylę czoła przed osobami, które poświęcają czas na spotkania z menadżerami i właścicielami lokali w całej Polsce i przekonywanie ich do wprowadzenia wegańskich/roślinnych opcji do menu.

Lubię i cenię całkowicie wegańskie lokale, ale uważam, że prawdziwym sukcesem i dużym krokiem do przodu dla zmniejszenia konsumpcji produktów odzwierzęcych i ratowania życia zwierząt będzie możliwość zjedzenia całkowicie roślinnego i smacznego posiłku wszędzie.

Zdarzyło mi się kilka razy rozmawiać z restauratorami i mam wrażenie, że z reguły zupełnie niewłaściwie podchodzą do całej sprawy wprowadzania opcji wegańskich. Mówienie “u nas weg(etari)anin może coś zjeść” to nie jest satysfakcjonująca odpowiedź.

Lokale – szczególnie w dużych miastach – powinny w coraz większym stopniu zadawać sobie pytania:
– jak dużo pieniędzy wegetarianin będzie tu w stanie zostawić?
– czy nasza oferta jest na tyle atrakcyjna, żeby wegetarianie w ogóle tu przyszli?

10 lat temu byłam całkiem zadowolona jedząc na mieście frytki z surówką. Obecnie nie weszłabym do knajpy, w której to jedyna opcja dla wegan i wegetarian.

Jeszcze do niedawna robiąc zakupy w IKEA, wpadałam na porcję frytek i płaciłam za to jakieś grosze, ale IKEA nie miała mi do zaoferowania nic więcej. Teraz biorę frytki, porcję wegańskich klopsików i do tego dwa kilogramowe opakowania mrożonych klopsików na wynos i zostawiam kilkakrotnie więcej złotówek w ich kasie. Tylko dlatego, że w końcu mają w ofercie coś, co mnie jako klientkę interesuje.

Weganizm i wegetarianizm to są może nadal opcje mniejszościowe, ale robią się na tyle popularne, że szczerze liczę na to, że coraz więcej restauracji i barów będzie oferowało sensowne dania na poziomie i przestaną postrzegać wegan i wegetarian jako klientów drugiej kategorii, którzy zjedzą byle co.

Oferta dań roślinnych to nie jest tylko oferta dla wegan i wegetarian. Coraz więcej osób rezygnuje z mięsa (spożycie w Polsce spadło o 8% na osobę w ciągu ostatnich 4 lat i spada nadal), więc jest spora szansa, że ci, którzy ten trend zignorują, po prostu wypadną z gry. IKEA już zauważyła wegan, czekamy na inne sieci.

*zdjęcie nie przestawia klopsów wegańskich. To prezentacja tego jak wygląda jedzenie wegańskie w Polsce w wersji bez polotu.

Advertisements

Dlaczego ruch praw zwierząt potrzebuje feminizmu?

Wegańskie uściski na Kongresie Kobiet

To tekst, który przygotowałam na panel w Centrum Zielonym na VII Kongresie Kobiet. Gdybym mówiła w sposób bardziej uporządkowany, to tak właśnie by to zabrzmiało.


Jestem przedstawicielką ruchu działającego na rzecz praw zwierząt. Ten ruch utożsamia się z ruchem ekologicznym, ale jest to bardzo duże uproszczenie. Ruch prozwierzęcy nie zgadza się na traktowanie zwierząt jako surowca, którym możemy gospodarować w bardziej lub mniej odpowiedzialny sposób. Istnieje konsensus naukowy dotyczący tego, że zwierzęta są istotami świadomymi, a poziom ich świadomości nie różni się znacząco od ludzkiej. Są istotami, którym nie jest bez różnicy co się z nimi dzieje, które nawiązują skomplikowane relacje, mają swoje preferencje i chcą decydować o swoim życiu. Dostrzegając wartość jednostek, ruch prozwierzęcy sytuuje się raczej w tradycji ruchów walczących o sprawiedliwość społeczną, niż w tradycji konserwacji przyrody.

Naszym zdaniem życie zwierząt ma wartość samą w sobie, niezależnie od tego, czy są to zwierzęta będące pod ochroną. Ilość jednostek nie ma tu znaczenia. Uznajemy, że ich ciała należą do nich i my nie mamy prawa decydować co się z tymi ciałami dzieje. Nie mamy też prawa zawłaszczać ich sił reprodukcyjnych dla naszych celów, jak dzieje się to przy produkcji mleka lub jajek, lub rozmnażania zwierząt na potrzeby dalszego chowu. Biorąc pod uwagę skalę problemu – ilość zwierząt zabijanych każdego roku – jedzenie mięsa jest największym problemem przemocy i okrucieństwa z jakim mamy współcześnie do czynienia.

Naszym celem jest podważanie hierarchii, której częścią jest również dyskryminacja kobiet. Kobiety są może drugą płcią, ale najniżej w naszej hierarchii są właśnie zwierzęta. Jedzenie mięsa jest tak samo normalne i naturalne i niewidzialne jak heteroseksizm. U podstaw jedzenia mięsa stoi opresyjna ideologia, która pozwala nam zapomnieć o tym, że istnieją jednostki. To ten sam sposób myślenia, który robi z ludzi anonimowych uchodźców i pozwala, żeby problemy indywidualnych kobiet zniknęły z debaty o prawie do aborcji.

Zależało mi na tym, żeby pojawić się na Kongresie Kobiet, ponieważ ruch feministyczny był pierwszym ruchem społecznym z którym się związałam. Ponadto, im dłużej działam na rzecz zwierząt tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że pewnych spraw dotyczących zwierząt nie uda nam się rozwiązać bez rozwiązania pewnych problemów związanych ze stereotypami płciowymi, oraz pozycją kobiet w społeczeństwie.

Podstawową sprawą jest temat jedzenia mięsa, szczególnie jeśli wiemy o tym, że prawie każde zwierzę zabijane w Polsce jest zabijane właśnie dla mięsa. Ciężko jest dyskutować o mięsie i etyce nie podejmując jednocześnie dyskusji nad rezygnacją lub ograniczeniem jego spożywania. Tutaj natykamy się jednak na barierę związaną ze stereotypami płciowymi. O ile kobieta ograniczająca jedzenie, odmawiająca zjadania kotleta, mieści się w normie, o tyle dla mężczyzn jest to już sprawa bardziej skomplikowana. Mężczyzna, który nie je mięsa jest postrzegany jako zniewieściały. Stereotypowe postrzeganie męskości jest tym samym istotną barierą w zmianie diety przez połowę społeczeństwa i tutaj nasza nadzieja w sukcesach ruchu feministycznego w obalaniu tych stereotypów.

Kiedy byłam związana z ruchem feministycznym wyrobiłam sobie nawyk liczenia kobiet. I jak to wygląda od strony liczbowej? Ruch prozwierzęcy jest prawie tak samo sfeminizowany jak ruch feministyczny. Niezależnie od kraju, składa się on w 80% z kobiet. A jak wiemy na przykładzie pielęgniarek czy przedszkolanek, każda grupa, która jest sfeminizowana, przestaje się liczyć, nie jest poważnym partnerem do dyskusji. Jeśli postulaty kobiet nie będą traktowane jak poważne postulaty polityczne, to postulaty sfeminizowanego ruchu prozwierzęcego nie będą również traktowane poważnie.

Zaobserwowałam również, że o ile w ruchu działającym na rzecz zwierząt mamy do czynienia z 80% kobiet, to sprawy mają się zupełnie inaczej kiedy przyglądamy się liderom, prezesom, czy rzecznikom, i nieprzypadkowo używam tutaj męskiej formy. Obserwuję ten problem od wielu lat, liczę osoby występujące na konferencjach i wypowiadające się w imieniu swoich organizacji. To zjawisko obserwuję zarówno w Polsce jak i za granicą (aczkolwiek czasami mam wrażenie, że w Polsce proporcje mamy bardziej wyrównane niż w zachodnioeuropejskiej czy amerykańskiej części ruchu). Dysproporcja płciowa w ruchu działającym na rzecz zwierząt jest tak duża, że nawet połowa władzy jest postulatem dyskryminującym kobiety.

Dlaczego miałoby to mieć znaczenie w sytuacji kiedy mówimy o organizacjach społecznych, często nie zatrudniających nikogo i opierających się na wolontariacie? Jeśli funkcjonują mechanizmy, które sprawiają, że kobiety są mniej skłonne do zajmowania stanowisk liderskich, to znaczy, że sami podcinamy skrzydła sprawie, o którą walczymy. Pula kobiecych talentów jest dużo większa, ale wybieramy spośród stosunkowo niedużej puli talentów męskich, które mamy do dyspozycji.

Mam czasami poczucie, że kobiety które zdobywają wyższe pozycje w swoich organizacjach są zaszczuwane. Wiem, że to nie jest problem dotykający tylko polskiego ruchu, bo mam też koleżanki, które są prezeskami organizacji w innych krajach i wiem, że stykają się z bardzo podobnymi problemami. Warto pamiętać, że przeprowadzano eksperymenty, które wykazały, że o ile kobiety na stanowiskach przywódczych są bardzo często uważane za bardzo kompetentne, to po prostu nie są lubiane.

Oprócz wielu obciążeń wiążących się z odpowiedzialnością za prowadzoną organizację, kobiety muszą więc dodatkowo zmagać się z bagażem bycia suką. Jest to bagaż, który towarzyszy każdej kobiecie, która wychodzi przed szereg – zarówno przed szereg kolegów, jak i koleżanek.

Gdyby ruch feministyczny nie dał mi umiejętności rozumienia jak działają takie schematy to nie poradziłabym sobie z prowadzeniem organizacji. Feminizm dał mi niezbędne narzędzia i ja tymi narzędziami mogę teraz dzielić się również z kobietami z innych organizacji, z którymi współpracuję.

Koda – Carol J. Adams, “Neither Man Nor Beast: Feminism and the Defense of Animals”

Untitled design (2)

(tłumaczenie z Neither Man Nor Beast: Feminism and the Defense of Animals)

Dzień po Marszu dla Zwierząt w 1990 roku w Waszyngtonie, w Washington Post pojawił się opisujący go artykuł. Opisano w nim sam marsz i zacytowano obrońcę zwierząt, który stwierdził – „nie jesteśmy już ruchem małych staruszek w tenisówkach”.

Chciałabym żyć na tyle długo, aby zostać zakwalifikowana jako mała staruszka. Gdyż w przeciwieństwie do osoby, która o tym mówiła, jest to kategoria do której aspiruję.

W końcu wynika z tego, że „zanim reszta z nas odkryła jak ważne są kwestie dotyczące opresji zwierząt, zrobiły to starsze panie”. Być może kiedy zaczynały agitować na rzecz zwierząt nie były jeszcze małymi staruszkami. Ale ludzie nie chcieli spojrzeć w oczy prawdzie o tym, co robimy zwierzętom i w międzyczasie zdążyły się zestarzeć.

Wiemy, że antywiwisekcyjny ruch w Wielkiej Brytanii w 19 wieku upadłby bez kobiet. Wiemy, że w chwili obecnej około 75% ruchu na rzecz praw zwierząt stanowią kobiety.

A oto, co wiem na temat małych staruszek:

Kiedy kobiety starzeją się, stają się z reguły bardziej radykalne. Kiedy mężczyźni się starzeją, mają tendencję do popadania w większy konserwatyzm.

Dr. Gideon Seaman i Barbara Seaman twierdzą, że kobiety z wiekiem zaczynają odstawiać mięso. Nauczyły się słuchać swojego ciała. Słuchanie swojego ciała jest czymś, co nasza kultura stara się zwalczać. W pewnym sensie posługujemy się etyką odcieleśnionej dominacji: etyką, która nie bierze pod uwagę wpływu na nasze ciała i konsumpcję zwierząt z ciała ziemi, etykę, która lekceważy zwierzęta i ich ciała.

Inne kultury wykazują szacunek wobec starszych pokoleń, szczególnie wobec kobiet: ceni się ich mądrość. Kultura zachodnia rzuca w stronę starych kobiet wiele epitetów, nazywa je staruchami, „paskudnymi wiedźmami”, czy „jędzami”. (…) Zaledwie kilkaset lat temu, w czasie olbrzymiej antykobiecej kampanii, setki tysięcy kobiet oskarżono o czary: wiele z nich było małymi staruszkami lub samotnymi kobietami zajmującymi się leczeniem przy pomocy ziół lub będących akuszerkami. Wiele z nich oskarżono o trzymanie chowańca – oswojonego zwierzęcia, które miało być jakoby równie zaczarowane. Keith Thomas opisywał je w ten sposób:

Ale czy te zwierzęta domowe lub nieproszeni towarzysze postrzegani byli jako posiadający magiczne zdolności to już inna sprawa. Stworzenia te mogły być jedynymi przyjaciółmi samotnej starej kobiety, a imiona, które im nadawano sugerują bliską relację(…)

Kiedy muchom i myszom nadaje się osobowość – daje się im imiona, postrzega w sposób indywidualny, nawiązuje się z nimi kontakt – powstaje grunt pod etykę, która przełamać może ich opresję.

Cierpienie zwierząt jest szczególnie niewidoczne dla przeciętnego konsumenta. Działy sklepów sprzedające mięso nigdy nie pokazują filmów o zwierzętach zarzynanych lub uwięzionych na farmach, a na produktach AGD nie znajdziesz zdjęć eksperymentów na zwierzętach, które stanowiły część ich testowania. To, co ludzie uważają za pewne w swoim życiu, wymaga niewidzialności zwierząt i opresji, której doświadczają. Wyzwanie, któremu stawiamy czoła to sprawić, aby to co niewidzialne – i co ludzie aktywnie pragną pozostawić niewidzialnym – stało się bardzo widoczne. Kiedy zwracamy uwagę na eksperymenty na zwierzętach, demaskujemy tradycyjne etyczne, moralne i religijne dyskusje, które ignorowały zwierzęta.

Zajmowanie się sprawami zwierząt jest postrzegane tradycyjnie jako coś osobistego i emocjonalnego – coś utożsamianego z małymi staruszkami. Które, pamiętajmy, jak wszystkie kobiety, nie mogą wnieść nic do dyskusji na temat tego co etyczne, moralne, czy religijne. Przypomnijmy, co powiedział Spinoza: „Sprzeciw wobec zabijania zwierząt ‚oparty był na zabobonach i kobiecej czułości, a nie na zdrowym rozsądku’”. Drzemiąca we mnie złośliwa i przewrotna starucha pyta kto zdecydował, czym jest „zdrowy rozsądek”? Dlaczego czułość postrzegana jest jako cecha negatywna, tożsama ze zniewieściałością? Obrońcy zwierząt obalają dominujące przekonania, a to z konieczności, będzie wiązało się z podejściem feministycznym, które uznaje, że te nielegalne emocje są trafne.

(…)

Co dzieje się, gdy grupa, które sama ma być niewidzialne próbuje uwidocznić problematykę związaną ze zwierzętami? Co dzieje się, gdy małe staruszki chcą stworzyć dla zwierząt miejsce w naszej świadomości, gdy mówią o krwawiących ciałach zwierząt? Seksizm sprawi, że kultura dominująca oceni je negatywnie. Ale wiele z nas pójdzie ich śladem, mając oczywiście na nogach nieskórzane tenisówki.

bell hooks przekonuje, że teoria feministyczna musi być adresowana zarówno do marginesu jak i do centrum. Teorii, która wywodzi się jedynie z centrum – z pozycji przywileju – „brak jest pełni, brak szerokiej analizy, która objęłaby różnorodność ludzkich doświadczeń”. Teoria pochodząca od tych, którzy są na marginesie – osób opresjonowanych – ma z natury charakter opozycyjny: patrzy zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz, skupia „uwagę zarówno na centrum, jak i na marginesie”. Metafora hooks od marginesu do centrum odbijała się echem wśród feministek odkąd pojawiła się w 1984 roku.

Zwierzęta znajdują się zarówno na marginesie jak i w centrum dominującej kultury, ale ich miejsce nie jest odbiciem ich statusu jako niezależnych istot, raczej wyrażeniem statusu ludzi, z którymi dane zwierzę żyje. Pamiętam co czułam czytając biografię Fannie Lou Hamer, która pisała, że pies należący do białych farmerów, u których pracowała, miał swoją własną wewnętrzną toaletę, podczas gdy mały domek, w którym mieszkała Hamer czynnej toalety nie miał wcale. Ale podobnie jak futro często obwieszcza zamożność męża kobiety, ubikacja psa daje informację o białej rodzinie korzystającej ze statusu, którym obdarowana jest biała elita.

Choć zwierzęta można znaleźć zarówno na marginesie jak i w centrum, zadanie teorii feministycznej w odpowiedzi na ich opresję jest inne od zadań związanych z pracą na rzecz unicestwienia ludzkiej opresji. Podczas gdy opresjonowani ludzie żyją na marginesie i poruszają się w kierunku centrum w charakterze służących, a nie w pozycji władzy lub po to, aby tam zamieszkać, zwierzęta są wszędzie, ale nigdzie nie są w pełni wolne. Są wszędzie, ale w niewidoczny sposób – jako przedmioty. Na przykład oprócz odzieży wielu ludzi, ciała martwych zwierząt znajdują się w kliszach fotograficznych, żelkach, gumowych oponach, farbach, rakietach tenisowych, nie metalowych pilnikach do paznokci, odmrażaczu do szyb i niezliczonej liczbie innych produktów.

Idąc dalej tropem metafory marginesu, możemy stwierdzić, że opresjonowani ludzie są na marginesach stron naszej kultury, a martwe zwierzęta są stronami, na których ta antropocentryczna kultura zapisała swoje samousprawiedliwienia. W sposób metaforyczny, definiujemy siebie w opozycji do tego, jak postrzegamy zwierzęta. Dosłownie rzecz biorąc, ciała zwierząt są surowym materiałem transformacji papirusu w książkę, materiału bardziej przejściowego w ten trwalszy. Zwoje znad Morza Martwego zrobione są ze skóry. Pergamin, uzyskiwany ze skóry różnorakich zwierząt (najczęściej bydła, owiec, kóz) to uszlachetniona wersja zwojów skórzanych. Rozwój tego nowego materiału (a także welinu, który jest pergaminem wyższej jakości, wytwarzanym ze skóry cieląt), zrewolucjonizował formę książki. Zwoje z papirusu zastąpione zostały przez pergaminowe manuskrypty (współczesną formę książki), które składały się z połączonych razem płatów.

Naszym zadaniem jest wydobyć zwierzęta ze stron, na których zapisujemy swoje antropocentryczne idee na ich temat. Szczerze mówiąc, miło byłoby nie być staruszką pracującą na rzecz poprawy losu zwierząt. Miło byłoby, gdyby zadanie wydobycia zwierząt ze stron naszej antropocentrycznej kultury już się do tego momentu dokonało. To właśnie wyzwanie, które małe staruszki stawiają naszej własnej kulturze.