Weganizm a zwierzęta

3ad3b8ee9ed860744d939b309bff9db8

Tłumaczenie tekstu Matta Balla: http://whyveganoutreach.blogspot.com/2012/09/veganism-vs-animals.html

Interesuje mnie tylko to, co w największym stopniu pomoże zwierzętom/ zapobieże największej ilości cierpienia. Kropka. Debaty między weganami na temat tego jaka dieta jest dla nich optymalna mogą się odbywać, ale są – w najlepszym przypadku – nieistotne dla zwierząt.

Rzecz w tym, że ogromna, ogromna, ogromna większość ludzi nie dokonuje wyborów żywieniowych w oparciu o to, co jest dla nich optymalnie odżywcze. Jedzą to, co im się podoba, co jest znane i wygodne, i to, co zjadają ich znajomi. I to się nie zmieni – taka jest ludzka natura. Zamiast narzekać na ludzką naturę, skupiam się na pomaganiu zwierzętom w taki sposób, żeby mój wpływ był możliwie największy – odwołuję się więc do kolejnego aspektu ludzkiej natury: odrazy wobec okrucieństwa wobec zwierząt.

Biorąc pod uwagę naturę człowieka, naleganie, że surowa, niskotłuszczowa bądź nieprzetworzona żywność, itp. jest „najzdrowsza” lub „idealna” czynnie szkodzi zwierzętom – sprawia, że olbrzymia większość ludzi nigdy nie weźmie nawet pod uwagę podjęcia kroków, które mogą pomóc zwierzętom (a poza tym wzmacnia przekonanie, że powinniśmy robić tylko to, co jest w naszym własnym interesie).

Rozumiem potrzebę optymalizowania własnej diety i rozumiem potrzebę wiary we wszystko co wydaje nam się przedstawiać weganizm w dobrym świetle i głoszenia tego wszem i wobec.

Ale jeśli chcemy robić co w naszej mocy, żeby pomóc zwierzętom, musimy zrozumieć ludzi i wychodzić do nich tam gdzie są, a nie krzyczeć do nich z miejsca, w którym chcemy, żeby byli.

Advertisements

To nie jest takie proste

11173679_1086458431368986_1402148005_nPrzeczytałam niedawno “Książkę o prawach zwierząt” i po raz kolejny frustruje mnie to, że historię praw zwierząt utożsamia się z historią rozwoju myśli abolicjonistycznej. Z wielebnym profesorem Francione na samym szczycie.

Zdaję sobie sprawę, że książka adresowana do młodych osób musi obfitować w uproszczenia, ale pewien poziom uproszczeń jest nieprawdziwy i nieuczciwy.

Gdyby jeden z pierwszych rozdziałów książki nosił tytuł “Historia myśli abolicjonistycznej”, albo chociaż wyraźnie zaznaczał, że mówimy jedynie o teorii, a nie o praktyce walki o prawa zwierząt, to nie widziałabym zbytniego problemu. Jeśli jednak zagadnienia omawiane w tym tekście wyraźnie wskazują na to, że mowa jest również o działaniu na rzecz zwierząt, to warto przedyskutować prawdziwość niektórych tez i stwierdzeń.

Nie podoba mi się to, że wszelkie typy kampanii są pokazane bardzo jednostronnie. Mam nawet poczucie, że sam pomysł relacjonowania ogółu działań organizacji prozwierzęcych przez osobę, która ma tak bardzo zdecydowane poglądy jest problematyczny. Ciężko bowiem uniknąć pewnego rodzaju manipulacji.

Czytając rozdział “Historia praw zwierząt”, możemy dojść do wniosku, że kampanie jednotematyczne to właściwie tylko szereg problemów. A co z ewidentnymi przykładami sukcesów? Co z dopisaniem, że kampanie mogą być tylko jednotematyczne, bo inaczej nie są w ogóle kampaniami? Dlaczego nie ma informacji na temat powodów dla których zdecydowana większość organizacji decyduje się właśnie na prowadzenie takich celowych i jednotematycznych kampanii?

Najbardziej uderzyła mnie jednak zawarta w tym tekście definicja welfaryzmu. Osoba popierająca ten nurt działań na rzecz zwierząt “będzie zastanawiała się, w jakiej klatce można zamknąć zwierzę na całe życie i w jakiej rzeźni je zabić”. Nie brzmi to jak wypowiedź, która opiera się na zapoznaniu z działalnością organizacji, które można zaliczyć do nurtu welfare. W związku z tym, że mam przyjemność współpracować z organizacjami, które można określić jako welfarystyczne, zdaję sobie sprawę z niestosowności takich porównań. Proponuję na przykład zajrzeć na podsumowanie 2014 roku zaprezentowane przez HSUS lub CIWF.

Oczywiście możemy zawsze rzucać przykładem Temple Grandin – ale czy uczciwym stawianiem sprawy jest opisywanie organizacji działających po tej samej stronie barykady przy pomocy straw man fallacy?

Wrócę jeszcze do Francione. Jest pewną normą w opisywaniu ruchu prozwierzęcego jako takiej piramidy z abolicjonizmem i Francione na szczycie. “Czystość” poglądów staje się ważniejsza niż faktyczny wpływ na rzeczywistość zwierząt.

Prawda jednak jest dużo bardziej skomplikowana. Organizacje związane z amerykańskimi hodowcami przemysłowymi publikują coroczny raport na temat działalności organizacji prozwierzęcych. Przy okazji tworzą też mapę powiązań między nimi. Mapa ta daleka jest od piramidy w stylu welfare < new welfare < abolicjonizm i wygląda tak:

Activist Map- FINAL-page-001(1)

Wiem, że aktywiści mogą mieć różne przekonania na temat tego co działa a co nie działa w ruchu prozwierzęcym, ale ta mapa pokazuje wyraźnie kogo boją się hodowcy zwierząt. Nie znajdziecie tutaj Francione i The Abolitionist Approach, bo z punktu widzenia przemysłu i zagrażania ich interesom, ten nurt nie liczy się wcale. Nie jest to powód, żeby go skreślać z wykładów na temat teorii praw zwierząt, ale warto do reprezentowanych przez niego poglądów podchodzić z odpowiednim dystansem. Należy również pamiętać, że Francione nie popiera żadnej organizacji prozwierzęcej, a zdarza mu się nawet mówić o tym, że żeby dobrze działać na rzecz zwierząt wystarczy rozpowszechniać na Facebooku jego wypowiedzi i “plakaty”. Trudno dziwić się, że przemysł wykorzystujący zwierzęta się tego nie boi.

Mapa ta pokazuje również, jak poszczególne osoby i organizacje przenikają się między sobą. Być może warto inwestować w budowanie takiej sieci powiązań i współpracy, zamiast opisywać inne organizacje działające na rzecz zwierząt jako dywagujące o tym “w jakiej klatce można zamknąć zwierzę na całe życie i w jakiej rzeźni je zabić”, co dość wyraźnie czyni z nich część problemu, a nie rozwiązania.

Organizacje prowadzące kampanie celowe, propagujące dietę wegańską, wprowadzające przepisy zwiększające dobrostan zwierząt mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. Reprezentują zaledwie garstkę osób, które w ogóle traktują temat zwierząt i ich cierpienia jako sprawę ważną i wartą pracy oraz zachodu. Warto dostrzegać w nich sprzymierzeńców i doceniać rolę jaką odgrywają w tworzeniu lepszego świata dla zwierząt. 

Pełny raport Animal Ag Alliance.

Polityka seksualna mięsa

Carol-Adams-posterWegetarianek jest więcej niż wegetarian. W ruchu praw zwierząt przeważają kobiety. Wiele z pierwszych organizacji broniących interesów zwierząt zakładanych było przez kobiety. Większość zwierząt w fermach również jest płci żeńskiej.

To tylko kilka z wielu zagadnień, które sprawiły, że temat jedzenia mięsa czy stosunku do zwierząt jest badany również od strony gender (społeczno-kulturowej tożsamości płciowej). Jedną z prekursorek takiej analizy jest Carol J. Adams, autorka kultowej dla wszystkich feministek wegetarianek książki „The Sexual Politics of Meat” („Polityka seksualna mięsa”).

Carol J. Adams urodziła się w Teksasie w 1951. Ukończyła zarówno świecki uniwersytet w Rochester jak i seminarium w Yale. Po studiach została żona prezbiteriańskiego duchownego i wraz z nim nadal mieszka w Teksasie. Już w trakcie studiów związała się z ruchem kobiecym i zasłużyła się wywalczeniem wprowadzenia kursu z women’s studies na Uniwersytet w Rochester. Wegetarianką została z dnia na dzień – również w trakcie studiów. Gdy mieszkała jeszcze w Yale, ukochany kuc zginął w trakcie wypadku przy polowaniu. Carol opłakiwała jego śmierć, ale jeszcze tego samego wieczora zjadła hamburgera. Później zdała sobie sprawę z tego, że hipokryzją było płakanie po śmierci konia i jedzenie zabitej krowy. Została wegetarianką. Później oprócz mięsa odrzuciła wszelkie inne produkty pochodzenia zwierzęcego.

Pomysł na napisanie „Polityki seksualnej mięsa” przyszedł w trakcie spaceru ulicami Cambridge, ale według relacji Adams to spacer, a nie Cambridge, odgrywał kluczową rolę – jako czynność rytmiczna pozwala prawej części mózgu wykluwać idee. Samo napisanie zajęło jej ponoć 15 lat (książka ukazała się w roku 1990) i w tym czasie zgromadziła wiele dowodów na powiązanie uprzedmiotowienia kobiet i uprzedmiotowienia zwierząt w naszej kulturze. Później poszerzyła swą analizę w kolejnych pozycjach: „The Pornography of Meat” („Pornografia mięsa”) i Neither Man Nor Beast” („Ni człek, ni zwierz”).

Zdaniem Carol J. Adams, zarówno to kto zjada jak i to kto jest zjadany wynika z patriarchalnych wartości naszej kultury. Aby tego dowieść, analizuje bajki dla dzieci, teksty literackie, reklamy i sam język. Pisze więc o powszechnym kojarzeniu jedzenia mięsa z męskością i płodnością, oraz o tym, że w czasach niedoboru żywności mięso zawsze zarezerwowane było dla mężczyzn.

Nieobecny przedmiot odniesienia

Jedną z koncepcji, które Carol J. Adams wprowadziła do teorii praw zwierząt jest idea „nieobecnego przedmiotu odniesienia” (absent referent). Pojęcie to służy opisaniu zjawiska oddzielenia osoby jedzącej mięso od tego co spożywa, ukrycia faktu, że jedzone mięso było kiedyś żywą czującą istotą.

W tle każdego posiłku znajduje się nieobecność: śmierć zwierzęcia, którego miejsce zajmuje mięso. „Nieobecny przedmiot odniesienia” jest tym, co oddziela jedzącego mięso od zwierzęcia i zwierzę od produktu końcowego. Funkcją „nieobecnego przedmiotu odniesienia” jest oddzielenie naszego mięsa od jakiejkolwiek idei, że ona lub ono było kiedyś zwierzęciem, trzymanie „muu”, „ko ko” i „bee” z dala od mięsa, zapobieganie temu, żeby „coś” było postrzegane jako „ktoś”.

Antropornografia

Kolejnym pojęciem, które Adams stworzyła i któremu poświęciła sporo uwagi jest „antropornografia” (anthropornography). Jest to zjawisko z którym spotykamy się na co dzień, ale rzadko zdajemy sobie sprawę z tego co widzimy. Przykładami antropornografii są kury wypinające na reklamach piersi i zachęcające do konsumpcji, świnie malujące usta czy krowy pokazujące kształtne pośladki. Antropornografia pokazuje zwierzęta jako kusicielki, które pragną zostać zabite i zjedzone. Cierpienie zwierząt w takim ujęciu obrócone zostaje w żart z seksualnym podtekstem, a nierówności gatunkowej towarzyszy również aluzja do nierówności płciowej. Zdaniem Adams, choć to wegetarianie i miłośnicy zwierząt oskarżani są często o nadawanie zwierzętom cech ludzkich, takie zjawisko jest bardzo powszechne wśród osób jedzących mięso.

Sfeminizowane białko

Carol J. Adams zajmuje się w swych książkach zarówno płcią ludzi jak i innych zwierząt. Pisząc o białku sfeminizowanym, ma na myśli białko wyprodukowane przez żeńskie ciało. Zdaniem Adams, w procesie produkcji jajek i mleka, zwierzęta płci żeńskiej są wykorzystywane podwójnie – zarówno żywe jak i martwe. Ich ciała są eksploatowane tak długo jak są w stanie wytwarzać produkty na użytek człowieka, a gdy okres reprodukcyjny się kończy, są zabijane na mięso.

„Polityka seksualna mięsa” to jedna spośród dwudziestu książek mniej lub bardziej dotyczących wegetarianizmu, których Carol J. Adams była autorką bądź współautorką. Składają się na nie nie tylko pozycje dotyczące feminizmu i dyskryminacji płciowej oraz rasowej i związków tych uprzedzeń z dyskryminacją zwierząt w naszej kulturze. Adams napisała również kilka książek będących poradnikami dla wegetarian – na szczególną wzmiankę zasługuje chyba „Living Among Meat Eaters: The Vegetarian’s’ Survival Handbook” („Życie wśród mięsożerców: podręcznik przetrwania dla wegetarian”), które według mojej wiedzy jest dość unikalną pozycją udzielającą wegetarianom i weganom porad dotyczących radzenia sobie ze swoją dietą w społeczeństwie, które wegetarianizmowi nie sprzyja. „Piekło to inni” jak mawiał J.P.Sartre, a Adams jak na absolwentkę seminarium przystało, daje wiele rad jak sobie z tym piekłem radzić. Kolejna grupa napisanych przez Adams to zbiory modlitw o zwierzęta i w intencji zwierząt, takich jak „God Listens to Your Care: Prayers for all the Animals of the world” („Bóg słucha Twojej troski. Modlitwy za wszystkie zwierzęta świata”). Po te pewnie nigdy nie sięgnę, ale z pewnością znajdą one również swoje amatorki i amatorów.

„Polityka seksualna mięsa” obchodziła kilka lat temu swoje dwudzieste urodziny. Nie było do tej pory ani jednego wydania w Polsce. Może doczekamy się z okazji ćwierćwiecza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

781px-carol_j_adams_with_snowball1Fragment wywiadu z Carol J. Adams dla The Harvard Crimson

– Jem mięso, a więc jestem – jak zwykłaś mawiać – „zablokowaną wegetarianką”. Czy pójdę do piekła?

C.J. Adams: – Już w nim jesteś. Sądzisz, że zmiana jest trudna, ale jeszcze trudniej jest się nie zmienić. Po prostu jeszcze tego nie odkryłaś. 

Wszystko jest ważne

aoc-mural-01

Różne typy opresji którym podlegają ludzie, zwierzęta i cała planeta, są ze sobą powiązane. To bardzo powszechna opinia wśród aktywistek i aktywistów wielu ruchów społecznych i ciężko się z nią nie zgodzić.

To z czym się nie zgadzam, to wnioski, które są wyciągane z tego założenia.

Czy jeśli różne oblicza opresji są ze sobą powiązane to ja, jako aktywistka, muszę zajmować się nimi wszystkimi na raz? Moim zdaniem: NIE.

Aktywizm to nie jest gra w dobre chęci, tylko w osiąganie celów. Nie ma więc znaczenia jak chwalebnych i wielkich rzeczy chcielibyśmy dokonać. Liczy się tylko to, co faktycznie udało się nam osiągnąć. Warto jednocześnie zdać sobie sprawę z własnych ograniczeń i realistycznie spojrzeć na to co jesteśmy w stanie jako jednostki, albo nawet jako całe grupy osób czy organizacje, osiągnąć.

Skuteczny aktywizm wymaga specjalizacji. Prowadzenie kampanii promujących dietę roślinną wymaga innych predyspozycji i innego rodzaju wiedzy niż prowadzenie kampanii przeciwko fermom przemysłowym. Nawet w ramach jednego ruchu są rzeczy na których się znam, oraz takie, o których mam tylko ogólne pojęcie i wolę ufać koleżankom i kolegom, którzy właśnie w tym temacie się specjalizują.

Nie wyobrażam sobie, że mogłabym efektywnie działać na rzecz walki z przemocą wobec kobiet, na rzecz rozwoju transportu rowerowego, czy na rzecz walki z państwową ingerencją w prywatność obywateli. Te problemy są ważne, ale ja nie mam kompetencji do ich rozwiązywania. 

Działanie oparte jedynie na dobrej woli, niepoparte chociażby elementarną wiedzą z danej dziedziny, może być nawet szkodliwe. Dlatego wolę kibicować aktywistom i aktywistkom z innych ruchów społecznych, pojawić się na pikiecie czy demonstracji kiedy jest taka potrzeba, podpisać petycję kiedy ktoś mnie o to poprosi, wkładając jednak swoją energię i czas wolny w walkę z przemysłowym chowem zwierząt.

Jeśli wszystkie formy opresji są ze sobą powiązane, to walcząc z jednym przejawem opresji, dokładam swoją cegiełkę do walki z innymi jej przejawami. Jednocześnie skupiając się na jednym temacie i mogąc poświęcić na niego wystarczającą ilość czasu, żeby się w tym wyspecjalizować i robić to dobrze, zwiększam szanse na to, że uda mi się osiągnąć cele, które przed sobą stawiam.

Komu współpraca się opłaca?

Pride film still

Zanim zaczęłam działać w ruchu prozwierzęcym byłam związana z ruchem feministycznym. Splot różnych okoliczności sprawił, że poświęciłam się pracy na rzecz zwierząt, ale darzę olbrzymim szacunkiem aktywistki i aktywistów innych ruchów społecznych. Wiem, że na każdym kroku korzystam ze zdobyczy ruchu kobiecego, oraz wielu innych ruchów, które stopniowo popychają świat ku większej sprawiedliwości.  

Tematem, który nie przestaje mnie interesować jest współpraca pomiędzy ruchami społecznymi: w jakim zakresie jest możliwa i w jakich sytuacjach odbywa się z korzyścią dla obu stron. To temat niezwykle skomplikowany i nie mam ambicji wyczerpać go w jednym poście na bloga.

Chciałabym jednak podzielić się pewną refleksją.

Jako organizacja dostaliśmy propozycję włączenia się w organizację manifestacji antynacjonalistycznej z okazji 8-go listopada i z tej propozycji zdecydowaliśmy się nie skorzystać. Jesteśmy organizacją działającą na rzecz zwierząt i z tą działalnością chcemy być kojarzeni. Szanujemy pracę innych grup i organizacji i jesteśmy za nią wdzięczni, ale mieliśmy pewien cel w założeniu stowarzyszenia działającego na rzecz zwierząt i jest nim właśnie działanie na rzecz zwierząt. 

Nasza odmowa nie spotkała się ze zrozumieniem. Z perspektywy czasu mam nawet poczucie, że był to rodzaj szantażu. Odmowa włączenia się w manifestację jako współorganizator spowodowała falę mniej lub bardziej napastliwych ataków pod naszym adresem. Czasami wypowiadanych wprost, czasami za naszymi plecami.

Myślę też, że to modelowy przykład tego, jak się nie buduje jakiegokolwiek porozumienia pomiędzy ruchami społecznymi. Pretensje, żale i szantaże, a przede wszystkim brak refleksji nad stworzeniem sytuacji, w której obie strony mogą coś zyskać. Nie jest też dobrym pomysłem zaczynanie współpracy od prezentowania zestawu oczekiwań drugiej stronie.

Rozumiem, że z perspektywy działania w danym ruchu społecznym nietrudno zafiksować się na myśleniu, że moja sprawa jest najważniejsza na świecie i wszyscy inni powinni rzucić wszystko i zacząć mi pomagać. Skłamałabym twierdząc, że nie zdarza mi się tak myśleć o pracy na rzecz zwierząt hodowlanych. Ale widzę różnicę między myśleniem w ten sposób, a tworzeniem wypowiadanych głośno postulatów opartych o taki sposób myślenia.

Faktyczna współpraca zaczyna się od wyciągnięcia ręki. Prawdziwy sojusz to nie są pretensje do innych o to, że mi nie pomagają. To zadanie sobie pytania: jak ja mogę pomóc innym?

Z zupełnie inną postawą zaprezentował w ostatnich miesiącach ruch feministyczny. Byłam szczerze poruszona czytając tekst na temat zwierząt w Gazecie Manifowej wydanej przez Porozumienie Kobiet 8 Marca. Zobaczyłam zaproszenie skierowane do aktywistek prozwierzęcych na stronie wydarzenia poświęconego Manifie – prawdziwego gościnnego zaproszenie, a nie ukryty szantaż, czy chęć przyciągnięcia większej ilości osób pod byle pozorem. Nie mogłabym w tym wyliczeniu pominąć również Feminoteki, która zaoferowała nam nieodpłatnie lokal na cotygodniowe spotkania.

Wierzę, że współpraca między różnymi ruchami społecznymi może przybierać różne formy. Możemy dzielić się wiedzą i doświadczeniem, pożyczać sobie sprzęt, wymieniać kontaktami do mediów, pomagać przy organizacji wydarzeń – sposobów jest mnóstwo. Demonstracja pod wspólnym hasłem to tylko jeden ze sposobów i nie jestem przekonana, że najbardziej korzystny dla którejkolwiek ze stron. Jeśli jednak chcemy podjąć współpracę, to warto robić to w klimacie szacunku i dostrzegania wartości w pracy organizacji i ruchów z którymi chcemy współpracować.

Ja wiem i czuję, że Porozumienie Kobiet 8 Marca i Feminoteka szanują moją pracę na rzecz zwierząt, ale nie mam takiego przekonania co do organizatorów manifestacji antynacjonalistycznych. Chyba nie będzie trudno zgadnąć którym organizacjom będę faktycznie chciała pomagać.

Na koniec dodam, że historia zaskakującej współpracy między ruchami społecznymi została pokazana w opartym na faktach filmie “Dumni i Wściekli”. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, to zobaczcie koniecznie. To piękny i poruszający film. I rzewnie na nim płakałam.

Sprawa wyjątkowa – feminizm i pornografia

feminist

Odkąd chrześcijaństwo podbiło stawkę i zaczęło koncentrować się na zachowaniach seksualnych jako podstawie wszelkiej cnoty, wszystko co odnosi się do seksu stało się “sprawą wyjątkową” w naszej kulturze, co prowadzi do wyjątkowo niespójnych postaw – Susan Sontag

Pornografia tworzona była do tej pory głównie dla mężczyzn i przez mężczyzn – tak jak cała reszta naszej kultury. Mimo to, feministki mają więcej powodów, by bronić pornografii przed próbami cenzurowania jej, niż by popierać cenzurę. Istnieje długa tradycja odmawiania kobietom prawa do czerpania przyjemności i radości z seksu i takiej tradycji powinniśmy stanowczo się przeciwstawić. Aby odzyskać swoją seksualność potrzebujemy również więcej materiałów o charakterze erotycznym czy pornograficznym – tworzonych z punktu widzenia kobiet, mężczyzn i wszystkich osób, które nie chcą być zakwalifikowane w żadną z tych dwóch kategorii.

Przez większość czasu, stanowisko antypornograficzne było absolutnie dominujące w środowisku feministycznym. Feministyczna krytyka pornografii rozpoczęła się w latach 70tych, ton dyskusji nadawały wówczas Catherine MacKinnon i Andrea Dworkin, które do teraz są feministkami najczęściej cytowanymi w materiałach antypornograficznych. Krytyka ta opierała się na założeniu, że oglądanie pornografii prowadzi do przemocy wobec kobiet, zwracano uwagę na warunki pracy kobiet w przemyśle pornograficznym oraz sposób przedstawiania kobiet w produkcjach typu pornograficznego.

Dworkin i MacKinnon zyskały sobie szczególną sławę projektem ustawy cenzurującej pornografię, która przyjęta została przez radę miasta Mineapolis, ale odrzucona przez burmistrza. Zrewidowaną wersję ustawy przyjęto w Indianapolis na skutek działań tamtejszego prawicowego polityka, który z prawami kobiet nie miał i nie chciał mieć nic wspólnego. Zabiegi cenzorskie doprowadziły do szybkiego rozłamu w ruchu feministycznym, powstawać zaczęły organizacje feministyczne sprzeciwiające się cenzurze pornografii. Środowisko feministyczne w Indianapolis nie poparło zakazu – prawo zmieniono dzięki poparciu fundamentalistycznej religijnie prawicy z Moral Majority. Marcia Pally skomentowała ten sojusz następująco: „Obie grupy uważają, że usunięcie ze społeczeństwa słów i obrazów o charakterze seksualnym zredukuje ilość gwałtów, kazirodztwa i przemocy wobec kobiet. Prawicowe feministki dodałyby do tej listy molestowanie seksualne; religijni fundamentaliści dodadzą seks międzyrasowy, homoseksualizm, AIDS i feminizm”.

Pomimo trwającej w środowisku feministycznym debaty dotyczącej stosunku do pornografii, postrzeganie ruchu feministycznego jako antypornograficznego monolitu nie jest przypadkowe: pewne znaczenie odegrały techniki stosowane przez samą Dworkin, polegające między innymi na odmawianiu udziału w debatach, w których przeciwniczką miała być popierająca wolność słowa feministka. Dworkin dyskutowała więc jedynie z mężczyznami lub kobietami należącymi do organizacji konserwatywnych, dając w ten sposób jasno do zrozumienia, że wewnątrz samego ruchu feministycznego poglądy na temat pornografii są jednolite.

KONTROLA URODZEŃ

Gdy feministki pierwszej fali, takie jak Margaret Sanger czy Mary Ware Dennet, stawały przed sądem i lądowały w więzieniu za rozpowszechnianie informacji na temat kontroli urodzeń, wykorzystywano przeciwko nim ustawy przeciwko obsceniczności, których bezpośrednimi spadkobierczyniami są ustawy antypornograficzne. Okazało się, że kobiety należy bezwzględnie chronić przed informacjami na temat antykoncepcji. W 1915 roku Sąd Najwyższy uznał, że wolność słowa nie chroni filmów, jedną z pierwszych zakazanych produkcji była „Birth Control” – stwierdzono, że zakazanie stworzonego przez Sanger filmu leży w interesie moralności, przyzwoitości, bezpieczeństwa i dobra publicznego. Za rozpowszechnianie informacji na temat antykoncepcji i seksualności Sanger była karana jeszcze kilkakrotnie, represje dotknęły też Emmę Goldman i Mary Ware Dennett. Te wydarzenia skłoniły NOW do oświadczenia, że „cenzura była najczęściej używanym przez patriarchat narzędziem, które miało kobiety – przed kontrolą urodzeń, aborcją, przyjemnością czerpaną z seksu i nieheteroseksualnymi związkami. Bez wolności słowa nie będzie ruchu feministycznego”.

Dworkin podjęła się stworzenia feministycznej definicji pornografii. Według niej, w materiałach pornograficznych kobiety przedstawione są jako seksualne obiekty, przedmioty lub towary, które odczuwają przyjemność z poniżenia, bólu, gwałtów, kazirodztwa i innych ataków o charakterze seksualnym, są związane, pocięte, w inny sposób okaleczone lub posiniaczone, prezentowane w pozycjach seksualnej uległości, penetrowane przez przedmioty lub zwierzęta, prezentowane w scenariuszach degradacji, upokorzenia, okaleczania, tortur, są zredukowane jedynie do części swojego ciała, pokazywane jako brudne lub gorsze, krwawiące, posiniaczone lub okaleczone, w kontekście, który nadaje tym stanom znaczenie seksualne.

Według Dworkin, kobiety nie mogą więc czerpać przyjemności z penetracji przy pomocy przedmiotów – również dildo czy wibratorów. Praktyki BDSM zostały w jej definicji napiętnowane wraz z jakimikolwiek zachowaniami seksualnymi, które różnią się od postrzeganych za „normę”. W myśl takiej definicji pornografii nawet informacje na temat przeprowadzania samokontroli przy pomocy wziernika są złe, gdyż wiążą się z penetracją ciała kobiety przez przedmiot.

UPRZEDMIOTOWIENIE

Dosyć często pojawiającym się wątkiem w antypornograficznej debacie jest stwierdzenie, że pornografia niszczy więzi między płciami i prowadzi do uprzedmiotowienia kobiet. Gdyby związek ten był tak prosty i oczywisty, na gruncie europejskim w przeszłości można by doszukiwać się przykładów modelowych związków partnerskich i równości płciowej  – frankistowska Hiszpania byłyby przykładami raju dla kobiet. A dziś Arabia Saudyjska.

Można zadać sobie pytanie, czy mężczyzna może być jednocześnie obiektem seksualnym i pełnowartościową istotą ludzką. Jeśli może – to dlaczego możliwości tej nie mogą mieć również kobiety? Pornografia z założenia przedstawia kobiety i mężczyzn uprawiających seks – jeśli więc uprzedmiotawia kobiety, to uprzedmiotawia je już samo uprawianie seksu.

W ferworze protestów przeciwko pornografii zatraciło się pierwotne pojęcie uprzedmiotowienia – termin ten zaczął być tożsamy z uznawaniem kobiet za atrakcyjne fizycznie. To uproszczenie jest problemem, gdy chcemy analizować bardziej skomplikowane systemy opresji w społeczeństwie. Kobiety są uprzedmiotawiane na wiele różnych sposobów: jako żywicielki, matki, obiekty miłości, pracownice. Można też zastanowić się, jakim językiem rozmawiać będziemy o prawdziwych gwałtach i prawdziwej, fizycznej przemocy wobec kobiet, gdy już – za Dworkin – uznamy, że sama pornografia to gwałt i przemoc.

Skupianie się na pornografii jako najważniejszym przejawie seksizmu utrwala przekonanie, że seks jest grzeszny i zły. Można przedstawiać kobiety w sposób przedmiotowy, gdy nie ma to podtekstu seksualnego – seksistowskie wypowiedzi bez podłoża seksualnego nie spotkały się nigdy z tak dużym sprzeciwem. Analizie feministycznej poddane zostały praktycznie wszystkie dziedziny ludzkiej aktywności, co pozwoliło wykazać jak wszechobecny jest seksizm – w żadnym innym przypadku nie kończyło się to jednak nawoływaniem feministek do zakazania bądź cenzurowania danego medium. Ponieważ dużo łatwiej jest rozpoznać na zdjęciach tematykę seksualną niż uprzedmiotowienie kobiet, pojawia się niebezpieczeństwo uznania pornografii za tożsamą z seksizmem i atakowania wizerunków, na których kobiety są nagie, jednak niekoniecznie uprzedmiotowione czy poniżane.

STANY ZJEDNOCZONE I KANADA

Rozpętana w Stanach Zjednoczonych kampania przeciwko pornografii stworzyła atmosferę niesprzyjającą jakiejkolwiek twórczości o tematyce seksualnej, a to oczywiście uderzyło natychmiast w kobiety i mniejszości seksualne – dwie grupy, które są tradycyjnie charakteryzowane przez seksualność. Najlepszym przykładem jest tak zwana „NEA Four” grupa artystów performerów, którym odmówiono grantów ze względu na obsceniczność prac, które poruszały tematykę przemocy domowej, feminizacji biedy, homofobii, męskiej dominacji, opresyjności tradycyjnych ról płciowych, seksizmu, seksualnego napastowania. Proces wytoczono też muzeum pokazującemu homoerotyczne zdjęcia Roberta Mapplethorpe’a. Za obsceniczne uznano nawet jego zdjęcia lilii.

W 1992 roku, decyzją sądu w sprawie Donalda Butlera pornografia została w Kanadzie zakazana jako pokazująca uprzedmiotowienie kobiet. Już po dwóch latach od wprowadzenia tej decyzji widać było wyraźnie, że ataki policji skupiły się na księgarniach kobiecych oraz LGBT. Jedną z pierwszych akcji policji był nalot na księgarnię LGBT i konfiskata niskonakładowego lesbijskiego erotycznego magazynu Bad Attitude, który zawierał opis fantazji z elementami sadomasochistycznymi. Autorka opowiadania była zaskoczona, że jej tekst uznano za antykobiecy – gdy publicznie czytała swoje opowiadania, wiele kobiet zwierzało się, że ich fantazje są bardzo podobne do opisywanych przez nią. W związku z działaniem ustawy antypornograficznej, największemu amerykańskiemu eksporterowi literatury LGBT do Kanady wstrzymano w 1993 roku 73% dostaw, co stanowiło największe wstrzymanie dostaw książek w historii Kanady. Szybko zaczęto wykorzystywać możliwość cenzurowania ze względu na obsceniczność dla celów politycznych. Na granicy zatrzymano też dwie książki samej Dworkin. Oceniając działanie ustawy antypornograficznej oraz zaangażowanie feministek w jej powstanie, kanadyjska performerka Elaine Carol stwierdziła: „Dałyście im postmodernistyczny język, którego potrzebowali, aby znów się nami zająć i teraz organizują naloty na nasze księgarnie.”

Choć surowo występowano przeciwko publikacjom LGBT, „Sex” Madonny czy „American Psycho” Ellis’a były w ciągłej sprzedaży. Nie jest to zaskakujące: władza z natury egzekwowana jest wobec grup najsłabszych społecznie – trudno oczekiwać, że cenzurowane będą poglądy popularne. Przy pomocy cenzury uciszano przede wszystkim osoby, które chciały kwestionować status quo – również feministki. Wolność słowa zawsze była najsilniejszą bronią w walce o prawa kobiet, a cenzura najbardziej dotkliwym sposobem przeciwdziałania tym staraniom. Wolność tworzenia przekazu o charakterze seksualnym jest integralną częścią wyzwolenia kobiet, gdyż tradycyjnie są one powiązane ze sferą seksualności, choćby ze względu na możliwość kontrolowania reprodukcji. W hierarchicznym i patriarchalnym świecie rolą feministek nie może być dawanie temu systemowi dodatkowej władzy. Ellen Willis, związana z  radykalną feministyczną grupą Redstockings, wypowiadała się krytycznie o polityce antypornograficznej: „W społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn, jedyne prawo przeciwko obsceniczności, które nie zostanie użyte przeciwko kobietom, to brak jakiegokolwiek prawa.”Willis zastanawiała się również, kiedy „represjonowane grupy nauczą się, że jeśli damy państwu zbyt długi sznur, wyląduje on ostatecznie na naszych szyjach”.

OCHRONA KOBIET

Postulat usunięcia pornografii z miejsc pracy wiąże się z obawą, że pornografia służyć może wykluczaniu kobiet i wydawać się może usprawiedliwiony. Jednak według Alison Assiter i Avedon Carol, “ważne jest, by kobiety pamiętały, że seks nie jest jedyną sferą, poprzez którą manifestuje się seksizm – jest po prostu najbardziej oczywistą, ponieważ nauczyłyśmy się być na nią wyczulone. Słuchając opowieści kobiet o tym, jak były poniżane przez pracodawców, współpracowników czy kochanków, używających seksu w sposób opresyjny, możemy podać analogiczne przykłady spoza seksualnej areny: na każdego męża, który mówi swej partnerce, że jest złą żoną ponieważ nie jest w stanie sprostać jego seksualnym oczekiwaniom, przypada mąż, który poniża żonę ponieważ nie umie gotować albo prowadzić domu w taki sposób jak jego matka; na każdą grupę mężczyzn, którzy wykorzystują pornografię jako sposób okazania koleżankom, że to nie ich miejsce, przypadają mężczyźni, którzy będą rozmawiać o sporcie lub elektronice w sposób, który sprawi, że kobiety poczują się wykluczone”.

Sytuacja komplikuje się, gdy przestajemy postrzegać „miejsce pracy” wyłącznie w kategoriach biura. Każda część przestrzeni publicznej jest miejscem czyjejś pracy zawodowej. Zakaz pornografii obejmujący miejsca pracy oznaczałby w praktyce całkowity zakaz pokazywania treści o charakterze pornograficznym. Mogłoby też pojawić się złudzenie,   że usunięcie fotografii nagich kobiet z miejsca pracy sprawia, że problem nierówności został rozwiązany, co jedynie trywializuje całą kwestię.

Idea usuwania ilustracji o tematyce seksualnej lub wulgarnej z miejsc, w których pracują lub uczą się kobiety wywodzi się z dawnych przeświadczeń, że kobiety, podobnie jak dzieci, wymagają specjalnego traktowania i ochrony. Do 1949 roku prawo stanu Arkansas zezwalało kobietom na zasiadanie w ławie przysięgłych tylko wówczas, gdy same specjalnie się do tego zgłosiły, ponieważ w sądzie paść mogą słowa wulgarne, może też zdarzyć się, że roztrząsane będą kwestie o tematyce seksualnej, co byłoby dla dam poniżające. Kiedy w 1993 roku w stanie Kalifornia zniesiono zakaz używania języka obscenicznego i wulgarnego wobec kobiet i dziewczynek, sąd orzekł, że jakiekolwiek prawa rozróżniające mężczyzn i kobiety odnoszące się do przekonań, że kobiety muszą być chronione przed pewnymi słowami ze względu na ich wyjątkową wrażliwość zaprzeczają ideom równości.

PORNOGRAFIA A PRZEMOC

Jeśli przyjmiemy jednak, że pornografia faktycznie prowadzi do przemocy wobec kobiet, możemy argumenty o wolności słowa uznać za mające mniejsze znaczenie. Większość badań nad powiązaniem pornografii z przemocą opierała się na aplikacji wstrząsów przez badanych innym osobom, po obejrzeniu materiałów stymulujących, . W większości badań nad wzrostem agresji aplikacja wstrząsów była jedyną alternatywą zaproponowaną osobom badanym – nie mogły na przykład pozostać w samotności nic nie robiąc, albo masturbować się. Pornografia służy zazwyczaj jako preludium do masturbacji, lub uprawiania seksu z partnerem. Interesujące byłoby zbadanie, ile osób zdecydowałoby się na  rażenie kogoś prądem, gdyby miały alternatywę w postaci masturbacji. Stanley Milgram już w 1963 roku wykazał, że ludzie biorący udział w takim badaniu aplikują wstrząsy elektryczne, by „zadowolić” prowadzącego badanie, a nie z powodu odczuwania agresji – gdy nie wystąpi  żaden czynnik stymulujący, badani i tak będą aplikowali wstrząsy. Od tamtego czasu wiadomo więc, że badania agresji oparte o aplikacje wstrząsów dają zafałszowany wynik.

Wiele badań, które jakoby potwierdzają negatywny wpływ pornografii skażona jest tak poważnymi błędami metodologicznymi, że ciężko traktować je poważnie. W raportach z badań nad pornografią z reguły brakuje rzeczowej informacji na temat materiałów, które służyły jako środek stymulujący, przez co nie są powtarzalne. Zdarzały się przypadki zachęcania badanych do powtórzenia reakcji, gdy nie decydowali się aplikować wstrząsów, oraz manipulowania opisem wyników badania, by udowodnić, że wszyscy mężczyźni są skłonni do popełnienia gwałtu po obejrzeniu materiałów pornograficznych – choć mogłoby się wydawać, że udowodnienie, iż gwałt jest normą, to dla kobiet dość niedźwiedzia przysługa.

Badania nad związkiem pornografii z agresją pokazują pewne powiązania tylko dlatego, że są zaprojektowane w sposób, który nie może dać innych efektów. Jeśli w eksperymencie rozwinie się liczbę możliwych opcji do wyboru, okazuje się, że pornografia może prowadzić również do prospołecznych zachowań – istnieją badania wykazujące, że zdjęcia o charakterze pornograficznym mogą prowadzić do obniżenia poziomu agresji i wzrostu skłonności do udzielania pomocy innym. Być może najtrafniejszą ocenę skutków działania pornografii zaproponował Gore Vidal, mówiąc, że „jedyną rzeczą do której pornografia z pewnością bezpośrednio prowadzi jest samotny akt masturbacji”.

Wielu badaczy zgadza się jednocześnie, że osoby, które popełniły wykroczenia na tle seksualnym, mają ogólnie mniejszy kontakt z pornografią niż przeciętny mężczyzna. Niektórzy badacze pracujący z sadystycznymi gwałcicielami dochodzili do wniosku, że są oni bardziej zainteresowani krwawymi i brutalnymi historiami kryminalnymi niż pornografią. Zdaniem British Committee on Obscenity and Film Censorship dla tych, którzy są skłonni do przemocy, inspiracja znajdzie się wszędzie. Komitet zilustrował swe oświadczenie przykładem młodego mężczyzny, który chciał zabić rodziców po obejrzeniu Braci Karamazow, oraz Jamajczyka, który zgwałcił białą kobietę, i twierdził, że skłoniła go do tego telewizyjna wersja „Korzeni” Alexa Haleya.

Dużo wyraźniej rysuje się związek między życiem rodzinnym a przestępstwami na tle seksualnym. Osoby popełniające przestępstwa tego typu bardzo często pochodziły z rodzin o konserwatywnym podejściu do seksualności, borykających się z problemem alkoholizmu, przemocy i wykorzystywania seksualnego. W jednym z badań okazało się, że wszyscy badani gwałciciele zostali surowo ukarani kiedy w młodości oglądali pornografię – w grupie kontrolnej tylko 7% osób zostało ukaranych po przyłapaniu na oglądaniu takich materiałów. Wielu badaczy skłania się ku opinii, że największe znaczenia ma wczesna socjalizacja – osoby mające ogólnie pozytywny stosunek wobec seksualności, wykazywały najmniej antyspołeczne zachowania po obejrzeniu nawet brutalnych filmów.

PORNOGRAFIA JAKO WYMÓWKA

Trudno powiedzieć, czemu miało służyć szukanie winnych przemocy wśród innych niż osoby, które bezpośrednio jej dokonują. Oskarżanie pornografii o powodowanie przemocy wobec kobiet ma wiele wspólnego z obwinianiem ofiar gwałtu – czyjaś spódniczka była za krótka, niezależnie od tego, czy była to spódniczka kobiety na ulicy, czy w gazecie. Założenie, że pornografia prowadzi do przemocy wobec kobiet ma jeszcze swoją drugą stronę medalu – pozwala przestępcom na tle seksualnym powoływać się na korzystanie z pornografii jako dowodu na ograniczoną poczytalność.

Taki scenariusz ten nie jest wyjątkowo nieprawdopodobny. Thomas Schiro, który   w 1981 został skazany na śmierć za popełnienie brutalnego gwałtu i morderstwa,  wielokrotnie bił i torturował swoją ofiarę, udusił ją, gwałcił i gryzł jej martwe ciało. Odwołując się od skazującego wyroku sądu dowodził, że jego działania były wynikiem oglądania brutalnej pornografii. Sąd stwierdził jednak, że „gdyby wesprzeć teorię Schiro, pornografia stanowiłaby prawną wymówkę dla stosowania przemocy wobec kobiet”.

PORNOGRAFIA W KULTURZE

Gdyby obrazy prowadziły do czynów faktycznie i tak bezpośrednio, jak dowodzą tego antypornograficzne feministki, gdyby recepcja obrazów mogła mieć gwarantowany efekt, praca artystów politycznych byłaby z pewnością o wiele łatwiejsza. Nie wiem dlaczego przemysł pornograficzny do spółki z przywódcami świadomości konsumenckiego kapitalizmu radzą sobie tak dobrze z mobilizowaniem fantazji; wiem jednak, że nie jestem jakoś szczególnie zainteresowana byciem częścią ruchu zajmującego się niszczeniem fantazji i kontrolowaniem pożądania. – Laura Kipnis „Ecstasy Unlimited”

Zdaniem Kipnis, niechęć do pornografii ma również podłoże klasowe. Choć z pornografii korzystają wszyscy, jest postrzegana jako najniższy produkt kultury. Sztuka również może być seksistowska, pełna przemocy wobec kobiet i poniżająca, ale nie wywołuje takich obaw, jak twórczość adresowana do mniej elitarnej części społeczeństwa – mogłoby się wydawać, że przemoc w produkcjach o wyższym statusie nie prowadzi do przemocy wśród jej odbiorców. W czasie debaty nad „American Psycho”, Ian Banks stwierdził, że czytając książkę oddzielał od siebie seks i przemoc. Jedna z uczestniczek panelu odparła wówczas, że to dlatego, że jest „wyrafinowany”. Krytycy i krytyczki pornografii  zapoznali się niejednokrotnie z większą ilością materiałów pornograficznych niż wielu mężczyzn zrobi to przez całe życie, a jednak z reguły nie notowali w związku z tym żadnych konsekwencji w postrzeganiu kobiet czy skłonności do przemocy. Z kolei domniemani adresaci pornografii postrzegani są jako istoty bezrefleksyjne, które robią to co widzą. „My” możemy przetrwać wielokrotną ekspozycję na materiały pornograficzne, ale „oni” nie mogą.

Z tego wynika również postrzeganie sytuacji przedstawianych przez pornografię w tak dosłowny sposób – zakładamy, że jej przekaz nie jest złożony, ponieważ jej odbiorcy to osoby o prostym sposobie myślenia. Gdy analizuje się odbiór literatury, oczywiste jest, że utożsamianie się z postacią nie przebiega zgodnie z podziałami płciowymi. Carol Clover wykazała, że podczas oglądania horrorów, widownia z reguły utożsamia się z ofiarą. Można podejrzewać, że jeśli w filmach pornograficznych kobieta jest postacią główną – właśnie z nią utożsami się co najmniej część widowni (również męskiej).

Badając wizerunek kobiecej seksualności i ról płciowych w mediach, Carlin Meyer doszła do wniosku, że telewizja, filmy, reklamy, sztuka i literatura popularna mają dużo większy wpływ na kształtowanie się tego wizerunku niż pornografia. Spotykamy się z nimi na każdym kroku i przez to w dużo większym stopniu przekonują nas, że pokazują świat taki jakim jest, lub jakim powinien być. W badaniu Krafki okazało się, że reklamy drukowane w zwykłych magazynach mocniej wpływały u kobiet na obniżenie samooceny i wzrost stereotypowego postrzegania ról płciowych niż materiały pokazujące poniżanie kobiet. Więcej też kobiet bitych jest i mordowanych w filmach puszczanych codziennie w telewizji i w dużych produkcjach hollywoodzkich niż w filmach pornograficznych.

PORNOGRAFIA JAKO MIEJSCE PRACY

Jednym z ważniejszych zastrzeżeń dotyczących pornografii jest kwestia warunków pracy w tym przemyśle, w tym również problem przymuszania kobiet do wykonywania zawodu. Laura Kipnis zadaje jednak pytanie:

„Kto może ocenić, czy praca w seks biznesie jest gorsza lub bardziej nieludzka niż praca fizyczna czy w przemyśle usługowym, przy taśmie albo w restauracji, z wyjątkiem osoby, która tę pracę wykonuje? Nie idealizujmy też za bardzo ilości opcji zawodowych, które rynek pracy przed nami stawia, ani tego jak dobrych warunków pracy możemy oczekiwać. To nie jest tak, że mamy przed sobą wszelkie możliwe wybory zawodowe na świecie: Czy mam zostać gwiazdą porno… a może… dyrektorem IBM? Jeśli łzy same napływają ci do oczu na myśl o wykorzystywanych pracownicach przemysłu pornograficznego, a nie zastanawiałeś się nad pracownicami szwalni albo przemysłu drobiarskiego – aby wymienić choć dwa spośród niezliczonej ilości zawodów w których warunki pracy nie są idealne – to może twoja analiza wymaga jeszcze trochę pracy. I spójności. (…) praca w kapitalizmie jest zawsze związana z wykorzystywaniem. (…) Większość pracujących osób (…) robi w pracy rzeczy, których wolałyby nie robić, gdyby posiadało wystarczającą ilość pieniędzy, aby nie pracować. (…) O dziwo, niewiele osób wydaje się martwić wykorzystywaniem mężczyzn w przemyśle pornograficznym, co pokazuje w jak stereotypowy sposób przebiega ta dyskusja”.

Większość zarzutów dotyczących warunków w pracy w pornografii odnosi się do pracy w jakimkolwiek zawodzie, a różnice wiążą się raczej z nielegalnością bądź półlegalnością pornografii. Pracując nielegalnie lub w zawodach naznaczonych stygmatem ciężko dochodzić swoich praw oraz liczyć na ochronę i wsparcie. Prostytutki, tancerki erotyczne i modelki porno mają mniejszy dostęp do opieki lekarskiej, policji i sądów, ciężej im założyć związek zawodowy lub w inny sposób mobilizować się jako pracownicom. Zakazy nie doprowadzą do likwidacji pornografii, za to z pewnością zepchną ją jeszcze głębiej w podziemie, co z kolei sprawi, że modelki i aktorki nie będą w stanie uzyskiwać absolutnie żadnej pomocy prawnej w przypadku łamania swoich praw.

Zmuszanie do udziału w produkcjach pornograficznych nie jest normą, na wybór zawodu wpływa wiele czynników i nie różnią się one od nacisków związanych z podjęciem jakiejkolwiek innej pracy. Kobiety decydujące się na pracę w przemyśle pornograficznym nie są jedynie marionetkami w rękach mężczyzn. To zresztą niemal zadziwiające, że męska decyzja o pracy w przemyśle pornograficznym nie wiąże się z oskarżeniem o manipulację czy niemożność dokonania rozsądnego wyboru. Może należy zaryzykować stwierdzenia, że zarówno w kwestii aborcji jak i pracy związanej z seksem kobiety są w stanie podejmować decyzje dotyczące swojego życia i wcale nie potrzebują, aby ktoś inny chronił je przed nimi samymi.

Przyjąć można, że na każdą Lindę Lovelace, opowiadającą jak została zmuszona przez męża do udziału w pornografii, przypada Nina Hartley, która mówi, że jest ekshibicjonistką, Veronica Vera, która świętuje rozwój osobisty, który nastąpił dzięki występowaniu w filmach pornograficznych, albo Candida Royalle, która z dumą głosi, że produkuje pornografię z kobiecego punktu widzenia. Obecnie najlepiej rozwijającą się gałęzią pornografii jest pornografia kręcona amatorsko. Trudno dziwić się, że ktoś robi dla pieniędzy to, co tysiące osób robi za darmo.

Twierdząc, że kobiety w filmach pornograficznych są wykorzystywane i robią rzeczy, z których żadna kobieta nie mogłaby czerpać przyjemności, tworzymy wizję kobiecej seksualności, w której na pewno zabraknie miejsca dla wielu kobiet. Założenie, że kobiety pracujące w przemyśle pornograficznym nie mogą czerpać przyjemności z wykonywania tego zawodu prowadzi do pytania o możliwość czerpania przez kobiety przyjemności z seksu jako takiego. Uciekanie przed byciem postrzeganą jako „dziwka” kończy się więc na akceptacji pozycji „ofiary”. Jeśli kobieta nie uprawia seksu dla własnej przyjemności, to robi to w zamian za coś innego – miłość, małżeństwo, status społeczny, bezpieczeństwo w domu dla siebie i swoich dzieci, albo pieniądze. Nie można patrzeć z góry na prostytutki, gdy okazuje się, że prostytucja jest jedyną akceptowalną formą uprawiania seksu przez kobiety. „Jeśli w rzeczywistości nie lubimy seksu, oznacza to, że zawsze robimy to w zamian za coś innego – zawsze kurwimy się”. (Christobel Mackenzie)

Pierwotnie artykuł ten ukazał się w czasopiśmie „Zadra” nr 1-2 (42-43) 2010

Subiektywna lista 10 ulubionych książek na temat kobiet i feminizmu

Kolejność przypadkowa.

1. Feminism is for everybody: passionate politics – bell hooks

feminism is for everyobdy

2. The Sceptical Feminist: A Philosophical Enquiry –  Janet Radcliffe Richards

sceptical_femi0001

3. Delusions of Gender: How Our Minds, Society, and Neurosexism Create Difference – Cordelia Fine

delusions

4. Who’s Afraid of Charles Darwin? Debating Feminism and Evolutionary Theory – Griet Vandermassen

darwin

5. Whipping Girl: A Transsexual Woman on Sexism and the Scapegoating of Femininity – Julia Serrano

whipping

6. Neither Man Nor Beast: Feminism and the Defense of Animals – Carol J. Adams

neither

7. Sister Species: Women, Animals, and Social Justice – ed. Lisa Kemmerer

sister species

8. Yes Means Yes: Visions of Female Sexual Power and A World Without Rape – Jaclyn Friedman and Jessica Valenti

yes means

9. Mismeasure of Woman: Why Women Are Not the Better Sex, the Inferior Sex, or the Opposite Sex – Carol Tavris

mismeasure

10. Lean In: Women, Work, and the Will to Lead – Sheryl Sandberg

leanin

O kobietach i gęsiach co nie miały głosu

Przymusowe karmienie sufrażystek, źródło: wikipedia

Przymusowe karmienie sufrażystek, źródło: wikipedia

Marion Wallace Dunlop była uznaną artystką szkockiego pochodzenia. Zajmowała się malarstwem, pisarstwem i rzeźbą. Jednak największym jej dziełem okazało się prawdopodobnie jej życie.

Wallace Dunlop była też – jak wiele innych sufrażystek – wegetarianką. Kobiety w tamtym okresie powszechnie podejmowały taką decyzję i robiły to z wielu powodów. Stosunkowo nowa teoria ewolucji dawała solidne podstawy do utożsamienia się z przedstawicielami innych gatunków zwierząt. W siłę rósł ruch na rzecz zdrowego żywienia oraz ruch teozoficzny, więc do motywacji etycznych doszły również duchowe i zdrowotne. Wiele kobiet kierowało się współczuciem, widząc w zwierzętach towarzyszy niedoli. Zarówno kobiety jak i zwierzęta były wówczas nie-ludźmi.

W lipcu 1909 roku Marion Wallace Dunlop trafiła do więzienia za celowe niszczenie mienia. Jej przewinienie polegało na naniesieniu przy pomocy farby i wielkiego gumowego stempla na ścianę budynku parlamentu fragmentu Karty Praw.

Po aresztowaniu Wallace Dunlop odmówiła wpłacenia kaucji i uznała się za więźniarkę polityczną. Podjęła również decyzję, która zapewniła jej miejsce w historii ruchów walczących o sprawiedliwość społeczną: rozpoczęła głodówkę – pierwszą o charakterze politycznym. Głodówki w więzieniach miały miejsce już wcześniej, między innymi w Rosji i Irlandii, ale stosowane były tylko po to, żeby zaapelować do strażników więzienia. Wallace Dunlop uczyniła z odmowy przyjmowania pokarmu happening, który miał na celu zwrócenie uwagi mediów i wywarcie presji na władzach.

Protest ten odniósł skutek, artystkę wypuszczono z więzienia już po trzech dniach. Rząd wolał uwolnić ją, niż podarować ruchowi kobiecemu męczennicę za sprawę. Podejmując głodówkę, Wallace Dunlop stwierdziła, że robi to nie tylko dla siebie, ale „dla wszystkich, którzy przyjdą po niej”. Słowa te okazały się w dużym stopniu prorocze. Kilka dni później odbyły się olbrzymie aresztowania po demonstracji i wiele sufrażystek zainspirowanych sukcesem swojej koleżanki podjęło również głodówkę. W tym samym roku spotkał się z Wallace Dunlop również Mahatma Gandhi, który kilka lat później zastosował tę formę pokojowego protestu w ramach swojej walki politycznej w Indiach.

Głodówki okazały się na tyle skuteczne, że władze w obawie przed ośmieszeniem zdecydowały się na odwet. Tłumacząc się troską o dobro i zdrowie kobiet, zaczęto podejmować przymusowe karmienie. Zazwyczaj karmiono przez rurkę wkładaną do nosa na głębokość około 20 cali, ale czasami robiono to również łyżką lub – co było najbardziej bolesną metodą – wpuszczając rurkę prosto do żołądka. Usta blokowano czasami drewnianym klockiem, aby uniemożliwić ich zamykanie. Całemu procesowi towarzyszyła solidna dawka przemocy. Jedna z sufrażystek, która doznała przymusowego karmienia ponad 200 razy, bała się, że oszaleje i prosiła lekarza o podanie jej trucizny. Próbowała również popełnić w więzieniu samobójstwo.

Przymusowo karmione kobiety krzyczały nocami w więzieniu i twierdziły, że tylko w ten sposób były w stanie pozostać przy zdrowych zmysłach. Nie wszystkim się to udało. Rachel Peace przypłaciła wielokrotne przymusowe karmienie zdrowiem psychicznym i po wyjściu z więzienia trafiła do zamkniętego ośrodka. Kobiety, które go doświadczyły opowiadały o olbrzymim bólu, wymiotach, siniakach, zakrwawionych dziąsłach i kawałkach wyszarpanych tkanek. Wiele kobiet twierdziło, że najgorsze było uczucie poniżenia i naruszenia nietykalności cielesnej. Przemoc i inwazja w ciało sprawiały, że ciężko było odróżnić przymusowe karmienie od gwałtu. Karmienie to było w mediach powszechnie określane jako tortura i nie było to określenie niesłuszne.

Śledztwo na fermie foie gras

Śledztwo na fermie foie gras

Znaczące jest też to, że jeden z lekarzy naśmiewał się z torturowanej przez siebie kobiety, że to jak „nadziewanie indyka na święta”. Wspominanie o przymusowym karmieniu nasuwa bowiem od razu skojarzenie z losem gęsi i kaczek, masowo wykorzystywanych do produkcji stłuszczonych wątrób – foie gras. Ponieważ ptaki nie są w stanie opowiedzieć nam bezpośrednio o swoich doświadczeniach, w ich imieniu zdecydowały się mówić aktywiści, którzy odwiedzali fermy, aby dokumentować to ekstremalne cierpienie.

Osoba prowadząca śledztwo na fermach foie gras w Hiszpanii tak opisała sytuację zwierząt w tym miejscu: „Walka kaczek o przetrwanie była czymś, co dało się wręcz usłyszeć. Dźwięk uderzania łapami o metal był wręcz oszałamiający. Intensywność stopniowo malała, od huku przypominającego dźwięk rakiety aż po delikatne dzwonienie, gdy zwierzęta umierały. Jedna rzecz szczególnie utkwiła mi w pamięci: ziarna wręcz wypływały z woli zwierząt w momencie gdy były one zarzynane. Były dosłownie nasycone żywnością, do której przełknięcia zostały zmuszone. Widok był naprawdę makabryczny: kukurydza zmieszana była z krwią kaczek i całą tą mieszaniną spryskane były ściany i sufit.”

Torturze przymusowego karmienia towarzyszy na fermach niemal równie okrutne ograniczenie ruchu. Kaczki przetrzymywane są w klatkach tak ciasnych, że nie są w stanie rozłożyć skrzydeł. Zwierzęta, które dopiero znalazły się w klatce próbowały walczyć z tym ograniczeniem. Te, które były już przetrzymywane w tym miejscu przez kilka dni były apatyczne, straciły nadzieję. „Zdałem sobie sprawę, że te ptaki już nigdy nie będą chodzić ani nie rozłożą skrzydeł. I one chyba też to czuły.

Przymusowe karmienie sufrażystek zakończyło się wraz z nastaniem pierwszej wojny światowej. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wiele krajów zakończyło przymusowe karmienie ptaków. Jednak walka o ciała kobiet i o ciała zwierząt trwa nadal. Mnóstwo ludzi marzy o świecie bez gwałtów, przemocy, rzeźni, przemysłowego hodowania ciał dla zaspokajania czyichś zachcianek. Problem po raz kolejny sprowadza się do osobistych wyborów.

Obecnie zarówno kobiety jak i mężczyźni mają możliwość głosowania nie tylko przy pomocy karty wyborczej, ale również przy pomocy portfela. Od wyborów, których dokonują, w bardzo dosłowny sposób zależy życie i los zwierząt. Jeśli nikt nie będzie chciał płacić za zdeformowane kacze wątroby, to fermy foie gras znikną z powierzchni ziemi błyskawicznie. Nadzieja w tym, że w wielu krajach widać wyraźny trend zwiększania się liczby wegan i wegetarian. Powoli uczymy się dokonywać coraz lepszych wyborów.

Artykuł ukazał się wcześniej na portalu www.feminoteka.pl

Mówić co w duszy gra

Jak One To Znoszą? - formularz

Jak One To Znoszą? – formularz

Dla aktywistek i aktywistów to bardzo kusząca perspektywa. Cierpienie zwierząt porusza nas i nie pozwala spać w nocy. Wiemy, że wielka niesprawiedliwość i chcemy, żeby zakończyła się tu i teraz.

Funkcjonujemy jednak w społeczeństwie, dla którego zjadanie zwierząt jest normalne, naturalne i niezbędne. Zwierzęta zjadane były od zawsze, a ich ciała pojawiają się na stołach naszych współobywateli przy okazji każdego większego święta. Czy ktoś (oprócz weganek i wegan) wyobraża sobie Wielkanoc bez jajek, białej kiełbasy i talerza wędlin z ćwikłą? Szczerze wątpię.

Dla mnie niejedzenie jajek to najprostsza rzecz na świecie, po kilkunastu latach na diecie wegańskiej nie pamiętam prawie do czego właściwie jajka miałyby w kuchni służyć, bo ja sama nie potrzebuję ich do niczego. Ale wiem, że moja rzeczywistość to nie jest rzeczywistość osób, które podchodziły do stoisk Otwartych Klatek i stwierdzały, że wyzwanie, które im zaproponowaliśmy – 7 dni bez jajek – jest dla nich nie do przeskoczenia.

Tak wygląda rzeczywistość. Ona nam się zdecydowanie nie podoba i chcemy ją zmienić, ale żeby móc ją zmieniać potrzebujemy najpierw trzeźwo się jej przyjrzeć. I wyciągnąć wnioski.

Moim wnioskiem jest to, że musimy skupić się na tworzeniu przekazu, który może najszybciej zmieniać los zwierząt, a nie przekazu, z którym sami czujemy się najlepiej. Żeby prowadzić efektywną komunikację ze społeczeństwem, musimy dopasować swoje oczekiwania do społeczeństwa, mówić rzeczy, które sprawią, że społeczeństwo będzie chciało nas słuchać, a nie rzeczy, które po prostu my chcemy wypowiedzieć.

Jeśli wrażliwość aktywistów znajduje się w punkcie Z, a wrażliwość reszty społeczeństwa w punkcie A, to krzyczenie do ludzi z końca alfabetu nie pomoże zwierzętom. Zwierzętom pomaga tylko faktyczna zmiana w postępowaniu, a ta nie nastąpi nigdy, jeśli aktywiści będą proponować jedynie rozwiązania, które są dla większości osób zupełnie niewyobrażalne. Dużo lepiej zadziała pociągnięcie ludzi od A do B, C, a może nawet D.

Cieszmy się z każdego kroku, który pokazuje, że ludzie troszczą się o los zwierząt. Jeśli ktoś decyduje się kupować jajka z symbolem 1 lub 0, zamiast jajek z intensywnego chowu (3 lub 2) to super. Pomiędzy tymi jajkami nie ma różnicy w składzie i nie ma różnicy w smaku. Wiem, że niektórzy twierdzą inaczej, ale ta sprawa została akurat przebadana. Jeśli ktoś wybiera inne jajka, to może go motywować tylko współczucie wobec zwierząt.

To jest krok w dobrym kierunku i nie należy go lekceważyć.

Big Cebula – smak Polski

BigVeg

Temat wege-burgerów w McDonald’s znów wrócił. Tym razem za sprawą primaaprilisowego żartu na FB sieci. McDonald’s wprowadzi wege opcje. Ha ha.

Kiedy polski McD podśmiechuje się z tego, że miałby serwować opcje roślinne, zagraniczne oddziały tej samej firmy od dłuższego czasu mają je już w swojej ofercie. W Austrii już rok temu pojawiły się w McD dwa wegańskie i jeden wegetariański burger, a do tego roślinne McNuggetsy.

Nie jest to wcale zaskakujące. Coraz więcej osób wybiera posiłki roślinne, nawet jeśli nie decydują się na całkowitą zmianę swojej diety na wegańską lub wegetariańską. Według przeprowadzonych na zlecenie Otwartych Klatek badań dotyczących konsumpcji posiłków bezmięsnych, aż 65% Polek i Polaków przynajmniej czasami wybiera posiłki wegetariańskie kiedy jedzą poza domem. Zdecydowana większość bywalców barów i restauracji wcale nie oczekuje, że każdy posiłek będzie wypełniony mięsem.

Realia są jednak takie, że w Polsce mamy do czynienia z ewidentnie nieprzychylną i nienadążającą za trendami na rynku restauracyjnym częścią marki McDonald’s. Co może sprawić, że sytuacja się zmieni? Myślę, że warto zastanowić się między innymi nad tym, jaki stosunek mają do tego miejsca wegańscy i wegetariańscy konsumenci.

Więcej opcji roślinnych to mniej zabitych i zjedzonych zwierząt. To mniej zwierząt, które prowadzą życie w klatkach i kojcach, które nie pozwalają na swobodny ruch. Mniej zwierząt, których każdy dzień to prawdziwe piekło. Jeśli ktoś zdecydował się na rezygnację z jedzenia mięsa ze względu na zwierzęta, nie może o tym nigdy zapominać.

Jednocześnie bardzo dużo osób lubi zarzekać się publicznie, że niezależnie od tego co McDonald’s zrobi, nigdy nie przestąpią progu tego miejsca. Problem z taką postawą jest następujący: jeśli nie jesteśmy potencjalnymi klientami, to dla marki nie istniejemy. Firma produkująca podpaski nie będzie zainteresowana przekonywaniem do siebie mężczyzn, bo oni nigdy nie będą jej klientami. Niestety, jeśli dajemy wyraźny sygnał, że firma nie powinna być zainteresowana naszymi wyborami żywieniowymi, zdradzamy zwierzęta. A to właśnie o nie w tym wszystkim chodzi.

Dla zwierząt nie ma znaczenia, czy roślinnego burgera zjemy w McDonald’s, KFC czy w lokalnej wegańskiej budce z burgerami. Za to przekonanie olbrzymiej sieci do wprowadzenia roślinnych kanapek jest dużym krokiem w bardzo dobrym kierunku. Jeśli nie chcesz pomagać w zrobieniu tego kroku, spróbuj przynajmniej nie zagradzać drogi.

Nie wygląda na to, że McDonald’s nagle zniknie z powierzchni ziemi – niezależnie od tego jak bardzo weganie i wegetarianie by tego chcieli. Warto więc zastanowić się nad tym jakie mamy realne opcje do wyboru i starać się wprowadzać je w życie jak najszybciej. Im wcześniej McDonalds zroślinnieje, tym lepiej dla zwierząt.